Ratownictwo to i sport i walka o ludzie życie. O tym jak przygotować siebie, swojego psa oraz jak wyglądają prawdziwe akcje ratownicze i jakie kruczki prawne czyhają na ratowników opowie nam Adam Truszkowski... A to tylko ułamek informacji jakie Wam przekaże.



Joanna Nosal-Chojnowska: Poznajcie Adama Truszkowskiego, przewodnika owczarka australijskiego w Małopolskiej Cywilnej Grupie Poszukiwawczo-Ratowniczej. Jesteś przewodnikiem psa ratowniczego od 7 lat, jak to się zaczęło?

Adam Truszkowski: Od tego, że przede wszystkim chciałem coś zmienić w swoim życiu. Stwierdziłem, że to będzie pies - pies, który będzie wszechstronny, szybki, który będzie potrzebował dużo pracy, z którym będę mógł chodzić po górach, pracować, szukać ludzi, pomagać ludziom, ich ratować, próbować wszelkich możliwych sportów i robić wszystko to, by jemu było dobrze i mnie. I tak się zaczęło.


JNCh: A czemu akurat ratownictwo? Czy w inny sposób nie mógłbyś pomagać?

AT: Ratownictwem zajmuje się od 1996 roku i jestem ratownikiem. To zawsze było moją pasją i stwierdziłem, że jestem w stanie, a mam w rodzinie historię taką, że mój dziadek miał psa lawinowego w TOPRze, więc stwierdziłem, że to będzie pies. Pies jest o tyle ciekawym stworzeniem, że jest w stanie bardzo szybko analizować zapach, jest w stanie przeszukać bardzo duży teren i tak naprawdę znacząco przyspieszyć akcję poszukiwawczo-ratowniczą. Tak się zaczęło.


JNCh: Pies jest sprawniejszy od ludzi w poszukiwaniach?

AT: Przede wszystkim zdecydowanie lepiej analizuje zapach - praktycznie bez pomyłki, więc jest w stanie duży obszar przeszukać, zanim ludzie się zbiorą. Aczkolwiek w terenie są różne metody poszukiwawcze, nie tylko metoda z psami, ona też ma swoje ograniczenia, natomiast trzeba być tego świadomym, że nie w każdym terenie można szukać z psem, pracować z psem.


JNCh: Czy ratownictwo to jest Twoje zajęcie na pełen etat?

AT: Nie - to jest tylko i wyłącznie wolontariat i służba wolontaryjna. Mój zawód to jest zupełnie co innego.


JNCh: Czyli musisz to łączyć z pracą zawodową no i pewnie z życiem prywatnym.

AT: Nie muszę. Chcę.


JNCh: Chcesz. Jest to Twoja pasja?

AT: Tak, jest to moja pasja.


JNCh: Basia wspomniała nam, że dużym problemem podczas nauki przewodników psów są ich duże ambicje, duże oczekiwania wobec psa. Czy możesz coś o tym powiedzieć? Zdarzyło Ci się może mieć zbyt duże ambicje względem swojego psa?

AT: Oczywiście, jak każdemu, natomiast mój pies na bardzo dużo mi pozwalał, bo on się błyskawicznie uczy. Jest psem, który jest zmotywowany, bo ja specjalnie brałem psa, który jest rasy pracującej, po to żeby on był zmotywowany do pracy, żeby chciał, żeby miał to w genach.

Natomiast tak jest, było i zawsze będzie, że największym problemem psa pracującego jest jego właściciel i przewodnik.

W związku z powyższym również musiałem nauczyć się jak mu czasami odpuszczać i wtedy, kiedy ja odpuszczałem, on robił największe postępy, więc to jest bardzo duży problem u większości przewodników, których znam, natomiast ważne, by sobie to uświadomili, by każdy z nas sobie to uświadomił, że nie jest tak, że zawsze psa można cisnąć na maksa.


JNCh: Musimy trochę pohamować nasze ambicje.

AT: Tak, aczkolwiek mu się to odbywać zawsze w sposób kontrolowany i dopasowany do psa. To nie jest tak, że my chcemy, więc będziemy psa cisnąć, bo pewnego pięknego dnia on stwierdzi, że jest zmęczony i nie będzie chciał robić, a wtedy najprostsza komenda może stać się problemem.


JNCh: Oprócz uczestniczenia w akcjach ratowniczych ze swoim psem, brałeś też udział w zawodach, zgadza się?

AT: Tak.


JNCh: Powiedz mi, czy psy radzące sobie w sporcie, tak samo dobrze poradzą sobie w akcjach ratowniczych, czy to jest równoważne?

AT: Nie potrafię Ci na to pytanie odpowiedzieć z bardzo prostej przyczyny - każdy pies jest inny, każdy przewodnik jest inny. Na pewno to, co jest różne w sporcie od tego co jest na akcjach ratowniczych, to jest ładunek emocjonalny, który jest związany ze środowiskiem. Ludzie, którzy mają świadomość, że szukają ludzi zaginionych bądź takich, którzy są pod zawaliskiem, np. takim jak było w Bejrucie, to wszyscy ludzie wkoło przekazują bardzo duży negatywny ładunek emocjonalny, który psy czują. Psy są bardzo silnymi empatami. W związku z powyższym zupełnie inne skierowanie na pracę i zupełnie inny ładunek emocjonalny jest wtedy, kiedy przewodnik chce, bo chce wygrać, jest na zawodach, a zupełnie inny, gdy szuka ludzi, którzy mogą wymagać natychmiastowej pomocy - pytanie tylko czy ta pomoc przyjdzie wystarczająco szybko. Wiadomo, że w naszej pracy czas działa na korzyść psów… Tylko na niekorzyść ludzi zaginionych lub pod zawalonym budynkiem.


JNCh: Uważasz, że warto łączyć pracę ratowniczą ze sportem ratowniczym?

AT: To pytanie jest o tyle trudne, że to pytanie jest do każdego przewodnika z osobna, każdy powinien odpowiedzieć sobie na to pytanie. Mnie to sprawia bardzo dużą frajdę, aczkolwiek nie jest to moim priorytetem, moim priorytetem jest pomoc ludziom, a nie sport. Sport jest tylko na zasadzie takiej, że jedziemy się dobrze pobawić, a jeżeli wynik będzie to będzie, a jak nie będzie, to przynajmniej wiem, co należy poprawić. Różnica jest taka, że przy akcji poszukiwawczej mamy nieograniczony czas, natomiast w sporcie mamy ograniczony czas. W związku z powyższym trzeba przyjąć zupełnie inną taktykę niż w trakcie realnej akcji ratowniczej. Każdy ma swoją taktykę, ta taktyka, tak naprawdę, też odpowiada za wynik, więc na zawodach inaczej pokrywa się teren, ten teren jest inny. Ja nie mam też tak bogatego doświadczenia jak np. Basia Grel, która startuje na bardzo dużej arenie, a ja nie, ja tylko tutaj, lokalnie, w Polsce.


JNCh: Myślisz, że jedno drugiemu może nie przeszkadzać?

AT: Nie widzę powodu, dla którego miałoby przeszkadzać.


JNCh: Jak zacząć przygotowania swojego psa do ratownictwa?

AT: Bardzo dużo zależy od tego, jakiego psa się wybierze i od indywidualnych predyspozycji przewodnika, bo jeżeli ma się bardzo dobrego szkoleniowca, to jest w stanie poprowadzić osobę i psa, natomiast jeżeli ktoś nie będzie słuchał tego, co mówi szkoleniowiec, nie będzie obserwował swojego psa, nie będzie widział, w jakich okolicznościach pies robi największe postępy, to tak naprawdę nie ma zbyt dużych szans. Główną pracę, tak naprawdę, wykonują pozoranci, nie my jako przewodnicy. My tylko wykonujemy część pracy, natomiast najważniejsze w wyszkoleniu psa poszukiwawczego to jest pomoc osób trzecich, często obcych, tak żeby pies miał kontakt z jak największą ilością ludzi obcych, by chciał do nich podchodzić, nie bał się ich. Taki pies musi być bardzo mocno zsocjalizowany i musi mieć bardzo dużo ćwiczeń, regularnych ćwiczeń. To nie jest tak, że się zrobi raz na parę miesięcy i jest, takiego psa szkoli się praktycznie codziennie.


JNCh: Jak długo takie szkolenie powinno trwać?

AT: Indywidualnie od psa. Nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Dla niektórych psów to jest kwestia miesięcy, dla niektórych to jest kwestia lat, a dla niektórych to jest w ogóle nieosiągalne.


JNCh: A czy szkolenie psa ratowniczego kiedyś się kończy?

AT: Nigdy się nie kończy. Tak naprawdę pies, który raz zacznie pracę, będzie tej pracy potrzebował, bo on potrzebuje współpracy z przewodnikiem, on potrzebuje pracy do tego, by normalnie funkcjonować. Czy to będzie sport, czy to będzie, tak jak u nas, praca poszukiwawczo-ratownicza, czy to będzie cokolwiek innego - pies potrzebuje współpracy z człowiekiem. On nie istnieje sam dla siebie, szczególnie taki pies, który jest skierowany na pracę , który ma to w genach i chce to robić i tego potrzebuje.


JNCh: A można powiedzieć, w którymś momencie wyszkolenia psa: „Tak, on już jest świetnie wyszkolony, już wszystko wie w tym zakresie, można na nim w 100% polegać, nie trzeba go dalej szkolić”?

AT: Czy kiedykolwiek miałaś w życiu taki moment, że powiedziałaś „wiem już wszystko”?


JNCh: Nie.

AT: No to się odwołaj do Sokratesa - „wiem, że nic nie wiem”. Tak naprawdę psu życia nie starczy, i nam zresztą też, nawet jeżeli będziemy mieli kilka psów, to zawsze i do końca życia będziemy się uczyć. Nawet takie sławy, które trenują psy od 30-40 lat, mówią, że każdy nowy pies uczy ich czegoś nowego. Tak naprawdę wymagana jest bardzo duża pokora, to nie jest tak, że pies będzie wiedział wszystko, to jest żywa istota, ona ma prawo się pomylić, ma prawo nie mieć dnia do tego, żeby chcieć pracować. Od przewodnika zależy czy w takiej sytuacji, widząc, że pies nie pracuje, puści psa.

Od jego decyzji, i od decyzji psa, zależy czy ktoś przeżyje czy nie.

To nie jest taka prosta decyzja, trzeba być tego świadomym i wiedzieć, kiedy powiedzieć „nie”, wiedzieć, kiedy nie można zaryzykować życiem psa ani swoim.


JNCh: Czy da się wyszczególnić jakieś etapy takiego szkolenia psa ratownika?

AT: Tak, jak najbardziej. Przede wszystkim to jest współpraca, lokalizacja i oznaczanie. Mówimy o tak zwanym trójnogu pracy poszukiwawczo-ratowniczej. Najprościej wyobrazić sobie to w ten sposób, że te trzy filary to jest tak naprawdę stołeczek, na którym się siedzi, czyli muszą być równe. Jeżeli którykolwiek z tych elementów nie będzie taki jak inne, to coś jest nie tak. Trzeba bardziej ćwiczyć, wszystko musi być na równo wyrobione.


JNCh: Podsumowując to wszystko, co powiedziałeś o treningu psa ratowniczego - czy jest jakiś sposób na przygotowanie psa jeszcze zanim rozpocznie się pracę w grupie ratowniczej? Czy jeszcze coś można zrobić, aby ten pies lepiej wszedł w tę pracę i był na nią gotowy?

AT: Poza dobrym psem, z bardzo dobrymi predyspozycjami, pies musi być zsocjalizowany, tak naprawdę ze wszystkim, co może go spotkać. Musi chcieć podchodzić do ludzi, nawet takich, którzy są pijani, po narkotykach, chorzy psychicznie, niepełnosprawni w jakikolwiek sposób. Nie może bać się ludzi, nie może bać się wystrzałów, huków. Musi być w stanie wytrzymać pracę pił mechanicznych, szlifierek kątowych, wszelkich urządzeń budowlanych - wszystko wydaje bardzo duży huk, pies musi być zsocjalizowany z takimi rzeczami. Jeżeli ktoś wyszkoli sobie psa… Co znaczy wyszkoli? Przygotuje go na tyle, że ten pies będzie chciał się bawić, będzie chciał brać jedzenie od obcych ludzi i nie będzie się tego bał, nie będzie się bał dziwnych sytuacji, czyli np. worka powiewającego na krzakach, huku nieprzewidzianego, różnych dziwnych środków lokomocji, typu jazdy na quadach, skuterach śnieżnych, motocyklach, śmigłowców, takich rzeczy, to jest świetnym materiałem na psa. Natomiast tak naprawdę jego predyspozycje ujawnią się w okolicach roku, natomiast przygotowanie od szczeniaka to jest to. Kolejną rzeczą to jest przygotowanie psa do wyczuwania swojego ciała, czyli świadomości ciała, żeby wiedział, że ma cztery łapy i co należy zrobić, żeby wejść na jakiś obiekt. Są różne teorie, jak się to ćwiczy, ja ze swoim robiłem tak, że kazałem mu wchodzi na wszystko co się da, natomiast w taki sposób, żeby nie uszkodzić mu stawów, bo niestety owczarki australijskie mają tendencję do dysplazji stawów biodrowych, łokciowych i barków, ale ja bardzo dużo ćwiczyłem z nim na piłce rehabilitacyjnej, tak samo kazałem mu wchodzić na drzewa powalone, różne nasypy, różne dziwne rzeczy i on, dzięki temu treningowi tak naprawdę, nie miał żadnego problemu z wejściem na drabinę - z bieganiem wręcz po drabinie, bo mój pies nie zna pojęcia wolno, łącznie z tym, że był w stanie wejść po zwykłej drabinie strażackiej na pierwsze piętro, a wcześniej mnie poinformował, że drabina stoi zbyt pionowo i nie jest w stanie na nią wejść, więc jak się drabinę mu odstawiło - wszedł sobie na pierwsze piętro - sam - bez mojego udziału, ja go tak naprawdę tylko asekurowałem, tyle.


JNCh: Pies bez zahamowań.

AT: Nie. Pies bez zahamowań to jest to samo, co człowiek.

Pies, tak samo jak i człowiek, musi się bać. Świadomość strachu pozwala mu przeżyć, świadomość tego, że nie jest niezniszczalny i może mu się coś stać - pies, który jest odważny, ale najpierw myśli, później robi.

Widywałem psy, które potrafiły bez zahamowań wejść po drabinie i z niej spaść, pół biedy, jeżeli to jest upadek z metra, półtora metra, to sobie niewiele zrobi, ale jeżeli spadnie z takiego pierwszego piętra to może sobie zrobić dużo i chodzi o to, żeby pies wiedział, jak ma postępować i czego nie robić, żeby sobie nie zrobić krzywdy. Często podczas pracy na gruzowisku musi przejść po podłożu, które jest skrajnie niestabilne, ma wystające, ostre części - dachy, szkła, druty i on musi mieć świadomość tego, że może mu się coś stać, i jak ma się bezpiecznie poruszać po tym terenie, by sobie nic nie zrobić, bo ja nie mogę wejść na gruzowisko - on tam pracuje sam, ja tylko go obserwuje. To on podejmuje decyzje czy znalazł i gdzie znalazł.


JNCh: Powiedziałeś o gruzowisku. Jak głęboko pod gruzami pies jest w stanie wyczuć człowieka?

AT: Pod jakimi gruzami? Bo to jest pytanie. W zależności od tego, co się zawali i w jaki sposób, z czego jest zbudowane, miąższość tej warstwy jest inna, więc rozchodzenie zapachu jest też inne. Dla każdego psa jest inaczej, wszystko zależy od ciśnienia, temperatury, wilgotności powietrza, od bardzo wielu czynników. Nie da się odpowiedzieć na to pytanie w łatwy sposób. Od przewodnika zależy analiza tego co zrobił pies i na ile jest to niezawodne. Wiadomo, że po tym przewodniku, przynajmniej w Polsce, wejdzie drugi zespół, który nie wie, co zrobił pierwszy - sprawdzą teren, później po drugiej decyzji i po decyzji koordynatora pracy psów tak naprawdę jest decyzja, czy wchodzi sprzęt ciężki czy nie. To nie jest prosta decyzja, ani prosta służba.


JNCh: Czyli na gruzowisku masz wskazać… co?

AT: Miejsce najsilniej wydobywającego się zapachu.


JNCh: Bardzo często nie jesteś w stanie do tej osoby dojść i ją zobaczyć, prawda?

AT: Nigdy nie byłem w trakcie prawdziwej akcji gruzowiskowej, ale tak, może tak być.


JNCh: Co musi umieć pies ratowniczy?

AT: Przede wszystkim musi umieć myśleć samemu i analizować sytuację. To jest praca, która wymaga od niego heurystycznego podejścia. To nie jest tak, że uczymy go sztuczki typu siad, podaj łapę, podskocz, połóż się - to tak nie działa. Wchodzi na teren, którego nie zna, który jest niestabilny. Pracuje w terenie, jeżeli mówimy o poszukiwaniach w terenie, w miejscu którego nie zna, które jest mu zupełnie obce. Z tego co wiem, wiele psów nie lubi zmian, lubią chodzić w miejsca, które znają, w których się dobrze czują, a w pracy ratowniczej wymagamy od psa pracy w każdych warunkach. Czy jest zmęczony, czy nie - nie ma znaczenia. Czy pada deszcz, czy jest burza, czy jest wiatr, czy… cokolwiek się dzieje w terenie - nie ma dla tego psa znaczenia - ma wykonać swoją pracę. Jeżeli nie chce, proponuję odpuścić, spróbować kiedy indziej - pies dzisiaj nie ma dnia pracy. Natomiast, przede wszystkim, od takiego psa wymagamy pewności siebie - musi być bardzo pewny siebie, żeby podbiec do obcej osoby, która może go np. zaatakować, bo może się go przestraszyć - to naturalna reakcja. Jakbyś Ty się czuła w nocy, gdyby podbiegł do Ciebie pies i zaczął szczekać? W lesie. Każdy się tego przestraszy, nawet my, będący psiarzami, jak spotkamy obcego psa, który zaczyna szczekać - nie jest to sytuacja prosta. Dlatego bardzo ważnym pytaniem przed akcją ratowniczą, wywiadu, jest czy osoba zaginiona boi się psów. Z relacji ludzi, którzy byli pod gruzowiskami wiemy, że najpięknieszy dla nich dźwięk, to był dźwięk dzwonka i szczekania psa, bo wiedzieli, że mają szansę, natomiast w terenie ludzie często się boją. Ostatnio nawet, na ćwiczeniach, przeszukiwaliśmy teren, gdzie tak naprawdę mój pies pobiegł bez sekundy zawahania i zaczął szczekać na trzy obce osoby - ludzie go zaatakowali. Przeprosiłem ich, wytłumaczyłem, że jest to pies ratowniczy, mimo że pies był oznaczony, był opisany jako pies ratownik, mimo wszystko rozumiem ich, nie winię ich za to, że kopnęli. Sam podejrzewam, że bym się mocno zdenerwował, gdyby tak pies do mnie podbiegł, bo to nie jest sytuacja normalna, ale pies dalej szczekał, dopóki nie przyszedłem - z dystansu, bo z dystansu, ale szczekał. Chodzi o to, by taki pies był sobie w stanie poradzić ze stresem i nawet z tym, że ktoś spróbuje go zaatakować kijem, z pełną świadomością, że go uderzy - po prostu nie powinien się dać i nie może, pod żadnym pozorem nie powinien zaatakować. Jakakolwiek agresja, w sensie nawet dotknięcia pazurami to już jest bardzo duży błąd i taki pies nie powinien absolutnie tego zrobić, powinien trzymać dystans.


JNCh: Mimo że taki pies szczeka, nie należy się go bać?

AT: Nie, dlatego że nasze psy są szkolone do tego, by nie wykazywały absolutnie żadnej agresji. W sensie on od samiusieńkiego szczeniaka wie, że osoba obca, którą odnajdzie w terenie, jest tą osobą, która jest jego nagrodą. Kontakt z tą osobą jest nagrodą dla psa, oprócz tego, że dostanie jedzenie, że będzie zabawa, że jest nagroda socjalna, to dla niego sam fakt znalezienia osoby jest już nagrodą. Najprościej to zobaczyć w ten sposób, że jeśli weźmiesz sobie psa, który jest wyszkolony i kocha tę robotę, to on to tak naprawdę będzie robił na każdym spacerze. Czyli jeżeli spotka kogoś w lesie, całkiem przypadkiem, na zwykłym spacerze, kto będzie w krzakach siedział - na pewno go znajdzie. Nie zawsze zaszczeka, bo ja np. u mojego wypracowałem to, że on stara się nie szczekać, chyba że poczuje, że coś jest nie w porządku z tą osobą, to wtedy da mi znać, ale na 100% pójdzie się przywitać i od razu będzie się podkładał, żeby go głaskać, drapać i w ogóle.


JNCh: Co jest dla psa sygnałem, że coś jest nie w porządku?

AT: Nie jestem w stanie w łatwy sposób Ci odpowiedzieć na to pytanie, ale na przykład mój pies kiedyś na spacerze znalazł pana, który dość mocno spożył alkohol, pan był niestety pokryty wymiocinami i pan nie reagował na to, że mój pies do niego podszedł. W związku z powyższym mój pies zaczął szczekać - podbiegłem do tego pana, usłyszałem wyzwiska, ale jak zobaczyłem pana, bo pan na moje „dzień dobry, jestem ratownikiem, proszę się psa nie bać, jest ratownikiem i sprawdzamy czy jest ok, pan się dopiero obudził, po pewnej chwili byłem przekonany, że pan nie oddycha”, miałem już ubrane rękawiczki, bo zawsze je ze sobą noszę, już byłem gotów do tego, żeby wzywać ZRM, bo nie wiedziałem czy pan oddycha, czy nie. Na szczęście rozeszło się po kościach, pan przeprosił, podziękował za to, że próbowaliśmy pomóc, ale to pokazuje, że pies tak naprawdę wie, czy ktoś leży, bo coś mu się stało.


JNCh: Czy ludzie są wdzięczni za tę pracę?

AT: To nie jest pytanie do mnie.


JNCh: A dlaczego?

AT: Przychodzę, pomagam i na tym kończy się moja rola. Moją rolą nie jest sprawdzenie, czy komuś to pasowało, czy nie. Po prostu pomagamy i tyle. Ocena sytuacji należy do rodziny, do osób poszkodowanych, zaginionej, tym którym się pomogło. To pytanie jest do nich, nie do mnie.


JNCh: Nie masz styczności z sytuacjami, kiedy ludzie Ci dziękują, kiedy są zadowoleni z pomocy?

AT: Zdarza się, aczkolwiek to nie jest moim priorytetem. Tak naprawdę od tego są władze grupy, zarząd, to z nimi należy w tej materii rozmawiać, ja jestem tylko ratownikiem.


JNCh: Przyjeżdżasz na akcję, robisz swoją robotę i to to jest Twoją satysfakcją, z tego jesteś zadowolony?

AT: Każda osoba uratowana to jest to, ale każda której mogliśmy pomóc.


JNCh: A jeśli nie udało się pomóc albo nie było tej osoby w danym terenie, który przeszukujesz?

AT: To wiemy gdzie jej nie ma, że należy szukać gdzie indziej.


JNCh: Czyli to też jest dla Ciebie sukces, że już wiadomo, że w danym terenie tej osoby nie będzie?

AT: Tak naprawdę nigdy nie wiadomo. Biorąc pod uwagę doświadczenia z wielu akcji, gdzie osoby zaginione nie chciały być odnalezione, krążyły po terenie, to były wielokrotne przeszukania. Na szkoleniach Rafała Chrustka z GOPRu można się dowiedzieć o wielu takich akcjach, gdzie osoba zaginiona była na terenie, który był już przeszukany wielokrotnie - poszła tam specjalnie i tam popełniła samobójstwo. Takie sytuacje są, natomiast tak naprawdę nigdy nie ma 100% pewności, że kogoś nie ma - zawsze wiatr mógł nie zawiać, gdzieś ktoś mógł być na przykład lepiej wyszkolony w technikach kamuflażu, mógł nie chcieć być znaleziony, po prostu. To nie jest tak, że możemy mówić o sukcesie - sukces jest dla rodziny, jeżeli się osoba znajdzie, bo wtedy wiadomo co się stało, tak? Ona jest - w taki lub inny sposób, natomiast życie nauczyło mnie po wielu akcjach, tak naprawdę nie analizować tego, co się dzieje dalej. Mam pomóc i robię co mogę, by tę osobę uratować, a to jak będzie dalej - to już jest do oceny osób, które znajdują się wyżej


JNCh: Czy udało Ci się znaleźć kogoś podczas akcji?

AT: Podczas akcji nie.


JNCh: A być może towarzyszyłeś komuś, kto znalazł osobę zaginioną? Miałeś okazję widzieć?

AT: Tak, ale to tak naprawdę jest sukces, przede wszystkim, rodziny, przede wszystkim wszystkich służb, które brały udział.

Ratownik - jeden ratownik, tak naprawdę, nie ma znaczenia, dlatego że to nie ratownik znajduje, tylko grupa ludzi, która szukała.

Bo, co zresztą obserwuję w Internecie, na Facebooku i w ogóle, że wszyscy gratulują jednej osobie, a tak naprawdę powinni pogratulować rodzinie, że się osoba odnalazła. Czy żywa, czy nie, może przykro to brzmi - nie ma znaczenia, ale ona jest, bo wiadomo… I to jest najważniejsze tak naprawdę, a to, czy byłem przy tym, czy nie byłem przy tym, nie ma znaczenia, bo szuka grupa, a nie osoba, nie jednostka. Grupa jest grupą, zawsze i to działa grupa, nie jednostka.


JNCh: A czy widziałeś może odnalezienie osoby zaginionej przez psa?

AT: Tak.


JNCh: Powiedz mi, pies dobiega do takiej osoby, zaczyna szczekać i co dalej?

AT: Zaczyna oznaczać, ratownicy natychmiast biegną, pomagają, udzielają pierwszej pomocy, pytają o stan, meldują wszystko do sztabu, zabezpieczają osobę do czasu przyjazdu Zespołu Ratownictwa Medycznego, jeżeli jest konieczność, a na ogół jest.


JNCh: Czy pies dostaje jakąś nagrodę za takie odnalezienie?

AT: Oczywiście, obowiązkowo, dla każdego psa taka nagroda jest indywidualna. Czy to będzie jedzenie, czy to będzie socjal, czy to będzie zabawa, czy to będzie cokolwiek innego - pies zawsze dostanie, wykonał kawał bardzo ciężkiej roboty.Trzeba pamiętać, że pies oprócz tego, że męczy się fizycznie, bo biega po terenie, czy chodzi po terenie, to tak naprawdę wykorzystuje, można powiedzieć spokojnie, 100% możliwości swojego mózgu, bo musi przeanalizować te wszystkie zapachy, które są i wybrać jeden konkretny z tej grupy, a tak naprawdę psy poszukiwawcze nie szukają tropem, nie idą śladem konkretnej osoby, tylko korzystają z tzw. górnego wiatru, czyli analizują cząsteczki zapachowe, które poruszają się w chmurze zapachowej, niesione przez wiatr, więc on tak naprawdę w każdej sekundzie swojej pracy musi przeanalizować niesamowite ilości danych i wybrać tę, która jest najwłaściwsza.


JNCh: Na ćwiczeniach pies nagradzany jest przez pozoranta, a podczas prawdziwej akcji?

AT: Zależy od psa. Ja zawsze ustalam sobie tak, że osoba, która ze mną idzie - nawigator ma, oprócz tego, że ja mam przy sobie nagrodę dla psa, to ma ją też nawigator, dlatego że ja zawsze preferuję, by ktoś inny dał psu nagrodę, nie ja. Ja jestem na końcu, ja jestem zazwyczaj ten, który zabiera wszystko. Natomiast jeżeli jest taka opcja, żeby dać nagrodę od pozoranta, wystarczy, że ja dam np. pastę, bo ja psa nagradzam pastą i od osoby wycisnę psu, to dla psa to jest nagroda od tej osoby; czy ja czy ona będzie trzymała tę pastę - nie ma znaczenia.


JNCh: Jaką akcję ratowniczą wspominasz jako najtrudniejszą?

AT: Każda akcja uczy czegoś nowego. Dla mnie dość trudna była akcja poszukiwawcza pewnego wędkarza w miejscowości Masłomiąca, ale to ze względu na to, że musiałem puścić psa na bardzo ruchliwej drodze. Niby ruch miał być wstrzymany, ale nie do końca był, ludzie tam przejeżdżali i parę razy było blisko do tego, żeby pies został potrącony, ale na szczęście się udało, nic się psu nie stało.


JNCh: Czyli akcje ratownicze mogą być niebezpiecznie?

AT: Bardzo niebezpieczne, tak, jak najbardziej.


JNCh: Co czujesz, kiedy musisz psa wypuścić w takim miejscu, kiedy wiesz, że czyha na niego jakieś zagrożenie?

AT: Staram się go nie puszczać ze smyczy - pracuje na długiej lince, tak żebym miał go pod kontrolą, żeby nie biegał sobie wolno. W ten sposób przeszukujemy na przykład okolice nasypów kolejowych, bo gdyby tak jechał pociąg, a pies poczuje, że po drugiej stronie torów jest człowiek, to zatrzymać psa, który pędzi do swojej nagrody jest bardzo trudno. Nie mówię, że się nie da, da się, tylko że… po co się stresować? Po co stresować psa, niech popracuje na lince.


JNCh: Jednak preferowane jest, podczas akcji, puszczanie psów luzem, zgadza się?

AT: Tak, zgadza się, na ogół pies pracuje sam. Po co mam mu przeszkadzać w pracy, gdzie wie co robi.


JNCh: Czy taki przewodnik może spowalniać psa na lince?

AT: Oczywiście, że tak. Może go nawet wybić z pracy i nawet uniemożliwić psu pracę.


JNCh: W polskim prawie puszczanie psów luzem jest dopuszczone tylko podczas polowań, mówię o puszczaniu psów w lesie, jak w takim razie mogą ćwiczyć psy ratownicze? Czy możecie puszczać swoje psy?

AT: Oficjalnie nie możemy, natomiast z tego co wiem, tutaj zarząd naszej grupy dogadał się z leśniczymi, tutaj z naszych terenów, że w niektórych miejscach można. Natomiast to jest też przepis, który, moim zdaniem, jest nie do końca sensowny, dlatego że puszczenie psa luzem nie powoduje utraty kontroli nad psem - mój pies wróci do mnie zawsze, nie ma takiej możliwości, żeby sobie poszedł pobiegać za sarną, także myślę, że prawo powinno zostać zmienione, bo uniemożliwia skuteczne i szybkie ratowanie ludzi, bo ja nie mówię, że każdy, kto wejdzie sobie z psem, powinien mieć możliwość puszczenia sobie psa luzem - każdy, kto jest w stanie zapanować nad psem - zawsze - ten pies zawsze wróci, zanim zrobić coś, co nie jest dozwolone, taki pies może być puszczony luzem. Nie ma znaczenia, czy będzie w lesie, czy gdziekolwiek indziej. Jeżeli ktoś nie panuje nad psem, to nie powinien go puszczać z linki, pies powinien być w takim przypadku w kagańcu. Jeżeli pies wraca, nie robi nikomu krzywdy, jest odwoływalny zawsze, w każdej sytuacji, W KAŻDEJ podkreślam, w 100% przypadków wraca - taki pies może biegać luzem. Jeżeli jest choć jeden procent sytuacji, w których pies nie posłucha, nie powinien być puszczany luzem, bez rozgraniczenia czy jest to las, łąka czy cokolwiek innego.


JNCh: Myślisz, że jest możliwe, żeby pies był w 100% przewidywalny, biorąc pod uwagę, że jest zwierzęciem?

AT: Pies nigdy nie jest przewidywalny - natomiast znajomość i panowanie, i posłuszeństwo psa należy do przewodnika lub właściciela. Należy rozgraniczyć ‘przewodnik’ i ‘właściciel’, bo niekoniecznie właściciel musi być przewodnikiem psa. Natomiast jeżeli właściciel idzie z psem na spacer gdziekolwiek, to ma panować nad psem, jeżeli nie panuje to pies ma być na lince, jeżeli jest agresywny - w kagańcu. Tyle.


JNCh: Wracając do przepisów - czy one zabraniają puszczenia psa również na realnej akcji ratowniczej?

AT: Tak, co oznacza, że przepisy uniemożliwiają mi ratowanie ludzi.


JNCh: Czy gdyby ktoś zaginął w parku narodowym, czy przeszkadzałyby dodatkowo przepisy o niepuszczaniu psów w parkach narodowych?

AT: Tak, jak najbardziej


JNCh: Można by było szukać człowieka, z psem, czy też nie?

AT: Oficjalnie nie, natomiast zawsze można powołać się na stan wyższej konieczności, bo nie jesteśmy tam ze względu na to, że mamy czas wolny i chcemy mile spędzić czas, tylko ratujemy życie ludzkie. Natomiast, przede wszystkim, szukanie w parkach narodowych wiąże się z tym, że parki zazwyczaj są w miejscach, które są pod jurysdykcją grup poszukiwawczo-ratowniczych, czy w ogóle grup ratownictwa np. górskich - beskidzkiej, bieszczadzkiej, gorczańskiej, tak? I one, kiedy potrzebują pomocy, mogą nas zawsze wezwać. Wiadomo, że nie wzywają ludzi, którzy nie są ubezpieczeni, nie są wyszkoleni, ale mają dobre psy. Możemy pomóc w takiej akcji na ich wezwanie, natomiast myślę, że oni to w jakiś sposób z władzami parku załatwiają. Jak to się odbywa niestety nie wiem.


JNCh: Podsumowując, powinno to być ustalone, jeśli chodzi o treningi, z nadleśnictwem najlepiej, tak? A jeżeli chodzi o akcje ratownicze, jeżeli jest porozumienie ze służbami prowadzącymi akcję - jest to możliwe.

AT: Niezgodnie z przepisami, ale tak. Znowu -

ratujemy życie ludzkie, niezgodnie z przepisami,
bo przepisy nie pozwalają na puszczenie psa


JNCh: Czy da się wyszkolić do pracy ratowniczej dorosłego psa?

AT: Tak w teorii, czy w praktyce?


JNCh: Możesz opowiedzieć o obu stronach.

AT: No więc teoretycznie jak najbardziej, natomiast pytanie, jak jest z socjalizacją takiego psa, czy nie jest na przykład nauczony nie podchodzenia do ludzi, bo się go ludzie boją, bo jest na przykład dużym psem i ktoś go, na przykład, oducza podchodzenia do obcych ludzi. Jeżeli pies ma predyspozycje, to moim zdaniem jest to jak najbardziej do zrobienia. Natomiast tak naprawdę - indywidualny przypadek, konkretny pies i wtedy można sprawdzić takiego psa, zrobić mu odpowiednie testy i wtedy podjąć decyzję. Natomiast pytanie dalej będzie - jak ze zdrowiem, jak z kondycją, czy taki pies się nadaje. Jest bardzo wiele czynników, które mają wpływ na podjęcie ostatecznej decyzji.


JNCh: Nie jest to niemożliwe, ale wiele czynników wpływa na to, czy się uda?

AT: Tak.


JNCh: Wielu ludzi, gdy zaginie im pies, szuka pomocy w grupach ratowniczych, grupach tropiących. Czy według Ciebie jest możliwe wyszkolenie psa, aby szukał innych psów?

AT: Jak najbardziej, tylko nie takiego psa, który jest szkolony do pracy z ludźmi


JNCh: Czyli powinna to być odrębna praca, odrębny treningi?

AT: Tak, odrębna praca. Jest nawet taka gałąź ratownictwa, która się nazywa pet trailing i jest taka możliwość. Natomiast trzeba brać zawsze pod uwagę, że zwierzę, które będzie szukane może nie chcieć kontaktu, więc może jeszcze szybciej i jeszcze bardziej zniknąć tylko dlatego, że będzie się bało psa, który go będzie szukał, bo może nie chcieć kontaktu, może być zestresowane, może być chore, może być ranne, mogło mu się coś stać, może być w obcym miejscu i może być jeszcze bardziej zestresowane faktem, że jest w obcym miejscu, którego nie zna, zabłądziło i nie wie jak wrócić.


JNCh: Powiedz mi, czy jest możliwe, czy byłoby warto, wyszkolić psy np. w MCGPR do również tropienia, nie tylko szukania górnym wiatrem i tym samym mieć psy wielozadaniowe, które zrobią i to, i to, a przez to będą skuteczniejsze?

AT: Moim zdaniem nie bardzo, dlatego że to są bardzo odrębne gałęzie; ja nie mówię, że się nie da tak psa nauczyć - da się, znam psy, które potrafią tropić, potrafią szukać górnym wiatrem, mało tego - potrafią oznaczać w różny sposób człowieka żywego jak i zwłoki. Natomiast głównym czynnikiem, który jest problematyczny dla psa tropiącego, to jest długość odłożenia śladu, bo rzadko kiedy zdarza nam się jechać na poszukiwania w czasie krótszym jak dziesięć godzin od chwili zaginięcia. Czyli ślad, którym się poruszała osoba, tak naprawdę został już dawno zadeptany, no bo najpierw poszukiwała rodzina, przyjaciele, później przyjechała Policja, wszyscy po tym chodzili, i tak naprawdę ten ślad już jest dawno roztarty, więc podstawy śladu tak naprawdę nie mamy. Możliwości zmylenia psa tropiącego jest kilka, takich psów, które potrafią chodzić po bardzo długim, bardzo długo odłożonym śladzie jest w Polsce niewiele, a takich psów, które potrafią przejść po dwóch czy po trzech tygodniach po śladzie to już w ogóle nie ma, przynajmniej ja o takich nie słyszałem. Znaczy, wiem kto by potrafił wyszkolić takie psy, natomiast

koszt wyszkolenia takiego psa to są ogromne pieniądze i bardzo duża praca, która tak naprawdę powinna być pracą etatową, bo nie sądzę, by ktoś miał czas odłożyć ślad na np. 8 godzin i później pójść się schować.

Na początku wiadomo, że nie można psu za bardzo utrudniać, więc nie może mieć za dużo śladów zwodniczych. Natomiast zasada jest, przy poszukiwaniach górnym wiatrem taka, że jeżeli osoba jest w miejscu i się nie porusza z tego miejsca, to pies poszukiwawczy jest w stanie taką osobę ściągnąć z bardzo dużej odległości - mówimy tutaj już o setkach metrów, 500-600 metrów, czasami nawet jeszcze większe odległości, bo po prostu jak pies wejdzie w stożek zapachowy to on już tym stożkiem sobie podąży i będzie wiedział. Co poniektóre psy w naszej grupie potrafią się poruszać śladem, ale nie dostają zapachu do nawąchania, tylko on sobie biega po terenie i na przykład znajduje najbardziej świeży ślad, który nie pasuje mu do otoczenia, no bo nie spotkał tej osoby, której ślad spotkał i podąży sobie tym śladem. Natomiast zdecydowanie szybsza metoda poszukiwań dla mnie, to jest poszukiwanie górnym wiatrem, ale to też zależy, kto czego oczekuje, bo na pewno trzeba przyjąć, że dobre wyszkolenie psa tropiącego to są co najmniej dwa lata - bo to są dwa cykle pogodowe tak naprawdę, gdzie masz wiosna, lato, jesień, zima, tak? No i wszystkie te podłoża trzeba przerobić, natomiast w zależności od tego jak się zmieni śnieg, jak się zmienią warunki, jakie będzie ciśnienie, kierunek wiatru itd. To wszystko ma znaczenie dla psa tropiącego. Natomiast ja nie jestem specjalistą od tropienia, kiedyś trochę się tym bawiłem, trochę interesowałem, natomiast mój pies zaczynał od tropienia, może dlatego czasem sobie pomaga śladem, natomiast dla niego najbardziej naturalne jest rewirowanie, więc on po prostu robi rewirowanie, bo on to najbardziej lubi.


JNCh: Czy psa szukającego górnym wiatrem można użyć częściej, tzn. jest więcej okazji do użycia takiego psa, więcej sprzyjających ku temu warunków?

AT: Nie. To wszystko zależy od tego, o jakim terenie mówimy. Jeżeli mówimy o terenie zurbanizowanym - w mieście zaginęła osoba i nie wiadomo gdzie się udała, to pies tropiący - mantrailing, zdecydowanie. Pies pracujący górnym wiatrem oznaczy 200 osób, które są wkoło. Tak? Obca osoba, dla niego, czy ona będzie siedziała, skakała, jechała na rowerze - dla takiego psa nie ma znaczenia. Jest obca osoba na terenie, jest odnaleziona. Natomiast pies tropiący powinien się poruszać śladem konkretnej osoby, natomiast na ile będzie w stanie w terenie zurbanizowanym dyskryminować ten zapach to już czas pokaże, tak naprawdę to jest kwestia wyszkolenia.


JNCh: Zdarza się, że osoba poszukiwana nie zostanie odnaleziona na czas albo nie żyje już w momencie, kiedy poszukiwania zostały rozpoczęte, można wtedy użyć psów odnajdujących zwłoki, natomiast mogą one być używane tylko w rękach Policji, zgadza się?

AT: Nie. Pytanie jest, ile tak naprawdę upłynęło od zgonu, domniemanego. Są badania australijskich naukowców, którzy (tę informację mam od Jurka Hermy), gdzie w tych badaniach ponoć jest napisane, że do 36 godzin od zgonu zwłoki dla psa zrobionego na żywych, czyli wyszkolonego do poszukiwania osób żywych, to są dalej zwłoki osoby żywej. Wiadomo, że to zależy od warunków pogodowych, temperatury, od wielu czynników, natomiast mimo wszystko warto puścić psy do znajdywania osób żywych, bo taki pies się może zainteresować. On co prawda nie oznaczy, natomiast jeżeli dłużej będzie w jednym punkcie, to za pomocą urządzeń nawigacyjnych, w które są wyposażone nasze psy, będziemy w stanie stwierdzić miejsce, gdzie ten pies się zatrzymał na dłużej, bo on się taką osobą zainteresuje. Użycie psów na zwłoki tak naprawdę jest możliwe nie tylko w rękach Policji i są ludzie, którzy mają psy wyszkolone do poszukiwania zwłok, tylko te psy nie mają certyfikatu. Z tego co wiem, jest tylko jedna osoba w Polsce, która ma psy certyfikowane, ale te psy były certyfikowane poza granicami Polski, jak dobrze pamiętam chyba we Francji. Psy zwłokowe ma też Podhalańska grupa GOPR i o ile wiem, w szkoleniu; są też w innych grupach GOPRu na terenie Polski, natomiast pytanie jest, jak jest z certyfikatem. Z tego co wiem, nawet psy policyjne nie mają żadnego certyfikatu międzynarodowego, natomiast jak to się odbywa, to pytanie nie jest do mnie. Ja wiem, że jedno jedyne szkolenie, które można odbyć w Polsce, odbywa się w szkole psów policyjnych i tamto szkolenie jest niesamowicie drogie, jest to szkolenie stacjonarne, czyli nie ma możliwości zrobienia go eksternistycznie i ćwiczyć z psami, sobie dodatkowo tam zdać. Natomiast to szkolenie i ten certyfikat, który wydaje ta szkoła obowiązuje tylko na tego jednego psa - czyli osoba posiadająca wiedzę i doświadczenie musi odbyć to szkolenie ponownie, jeżeli będzie chciała mieć drugiego psa, przynajmniej tak było, kiedy się jeszcze tym interesowałem.


JNCh: I certyfikacja takiego psa odbywa się również w Policji?

AT: Tak. Natomiast jaki to jest certyfikat, na jakich zasadach… na te pytania nie odpowiem, bo nie wiem.


JNCh: Myślisz, że warto byłoby stworzyć możliwość certyfikowania takich psów, są te psy przydatne?

AT: Tak, jak najbardziej. Jak najbardziej są przydatne, tylko tutaj znowu wracamy do problemów prawnych, dlatego że po to, żeby wyszkolić takiego psa, nie możemy mieć zapachu syntetycznego, najlepsza byłaby tkanka mięśniowa, bo ona się najdłużej trzyma, tylko że jakikolwiek dostęp do takich tkanek jest prawnie zakazany, co za tym idzie nie ma możliwości wyszkolenia takiego psa. Szkolenie psa za pomocą wacików może powodować, nie mówię, że tak zawsze się dzieje, bo nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, aczkolwiek słyszałem, że psy zamiast uczyć się wykrywać zapach zwłok, syntetyczny, którym są nasączone waciki, tak naprawdę potrafią oznaczać waciki, nie zapach, tak? Jeżeli ktoś nie nasączył wacików, a zostawił waciki, to pies podchodził do wacików i pokazywał wacik, wskazywał. Natomiast duży problem ze szkoleniem takich psów polega na tym, że najprościej takiego psa szkolić na małej próbce, no bo uczymy go mikrolokalizacji małej ilości, tylko że jeżeli spotka w terenie zwłoki, to tego zapachu nie będzie miał ileś miligram, kropelkę, tylko tyle, bo taki zapach jest bardzo drogi, tylko będzie miał na przykład 80 albo 90 kilo takiego zapachu leżącego w trawie. Taki pies, który jest nauczony wykrywania mikrośladów, jak dostanie duży ślad, to dla niego to jest coś innego, może pachnieć znajomo, to jedno, ale to jest coś innego.


JNCh: Może zachować się zupełnie inaczej.

AT: Może nie oznaczyć. Czy oznaczy? Nie wiem. Z tego co wiem, w grupach GOPRu szkolenie odbywa się w ten sposób, że oni ćwiczą na manekinie i dają dużo tego zapachu syntetycznego. Także jest pełnowymiarowy manekin i psy tak naprawdę szukają tego manekina. Ale jak oni certyfikują te psy to pytanie jest do nich, bo to jest ich wewnętrzny certyfikat i tak naprawdę ja nie wiem, jak to się odbywa. A najlepiej zapytać Andrzeja Górowskiego, on na to pytanie odpowie.


JNCh: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę...

AT: Bardzo proszę.


JNCh: ...i życzę sukcesów w dalszej pracy z psem i w akcjach poszukiwawczych.

AT: Dzięki.

Aby wyświetlić komentarze potrzebujemy użyć ciasteczek
Aby strona działała poprawnie, wykorzystujemy pliki cookies. Umożliwia nam to korzystanie z narzędzi marketingowych i analitycznych. Kliknij “akceptuję”, jeżeli zgadzasz się z naszą polityką cookies .