Przemoc w stosunku do zwierząt jest niestety wciąż powszechnym problemem, również w naszym kraju. Jako miłośnikom zwierząt często bardzo ciężko nam słuchać historii o psach, kotach, koniach i innych istotach, które spotkały się z brutalną przemocą ze strony człowieka, któremu zaufały. Opisy sposobów zadawania bólu, czy śmierci przez oprawcę często przyprawiają nas o ciarki i są jak wyjęte z najgorszych koszmarów.

Wiele osób zastanawia się, z czego wynikają takie zachowania w stosunku do zależnych od nas zwierząt. Czy rzeczywiście możemy powiedzieć, że ktoś, kto dopuszcza się tego rodzaju przemocy na pewno cierpi na zaburzenia psychiczne? Oraz przede wszystkim - czy możemy jej spróbować zapobiec?

Postaram się odpowiedzieć na te pytania, ponieważ uważam, że zrozumienie źródeł agresji jest pierwszym krokiem do jej zapobiegania. Jednocześnie chciałabym kategorycznie podkreślić, że każda forma przemocy, niezależnie czy jest ona w stosunku do zwierzęcia czy człowieka, jest jednoznacznie zła. Nie jest moim celem w jakikolwiek sposób bronić osób, które dopuszczają się takich zachowań. Jednak moim zadaniem jako psycholożki jest obserwacja ludzkich zachowań bez nadmiernego ich oceniania, po to, żeby móc dojść do źródła problemu i w efekcie pomóc w jego zapobieganiu. Właśnie dlatego, mimo że kiedy czytam doniesienia o skandalicznym traktowaniu zwierząt, to otwiera mi się nóż w kieszeni i ciężko mi znaleźć na nie jakiekolwiek usprawiedliwienie, to na potrzeby tego artykułu postaram się odłożyć na bok osobiste przekonania i podejść do tematu ,,na zimno". Was również do tego zachęcam, dzięki temu łatwiej będzie Wam zrozumieć mechanizmy przemocy.

Skąd więc bierze się przemoc wobec zwierząt?

Uwarunkowania kulturowe i społeczne

Myśląc o tym, jak traktujemy zwierzęta warto pamiętać, że koncept zwierzęcia jako towarzysza życia, który jest pełnoprawnym członkiem rodziny jest dosyć nowy. Przez tysiące lat zwierzęta pełniły funkcję czysto użytkową i w ogromnej większości przypadków dzieje się tak do dzisiaj. Zwierzęta hodowlane są wciąż specjalnie trzymane i zabijane po to, żeby człowiek miał z nich określoną korzyść - mięso, skóry, mleko, jajka itp. Również zwierzęta, które teraz określamy mianem zwierząt towarzyszących, czyli psy i koty do niedawna w hierarchii ważności były na podobnym poziomie, co krowa czy świnia, a nawet często niższym. W końcu krowa może wyżywić rodzinę, a pies jeśli nie miał określonego zadania - był często dodatkową „gębą do wykarmienia".

Psy zaczęły towarzyszyć człowiekowi, ponieważ miały spełniać jakąś funkcję - najczęściej było to polowanie i pilnowanie dobytku lub stada. Koty natomiast trzymane były w okolicach domu po to, żeby odstraszać gryzonie, które czyniły spustoszenie w zapasach żywności.

Żeby zwierzęta dobrze spełniały swoje zadanie, zawsze były do tego odpowiednio trenowane. Obecnie (na całe szczęście!) spotykamy się głównie z tzw. pozytywnymi metodami szkolenia, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie było to wcale takie oczywiste. W bardzo popularnej niegdyś książce „Psy. Rasy i Wychowanie" Lubomira Smyczyńskiego, której ostatnie wznowienie miało miejsce w 1989 roku (czyli tylko 31 lat temu!) możemy w rozdziale poświęconym szkoleniu przeczytać porady na temat tego, jakie kary cielesne należy stosować w treningu psa. Autor radzi w książce jak używać bata lub kija i w jakich sytuacjach strzelać do psa z procy. Teraz z pewnością takie zachowania nazwalibyśmy znęcaniem się nad zwierzętami, ale jeszcze całkiem niedawno było to coś całkowicie normalnego, na dodatek zalecanego przez specjalistów!

Każda zmiana potrzebuje czasu, również zmiana w myśleniu o zwierzętach. I chociaż jako społeczeństwo w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat pokonaliśmy w tym względzie długą drogę, to pamiętajmy, że nadal nie wszyscy mają wiedzę na temat tego, jakich emocji doświadczają zwierzęta, jak odczuwają one ból oraz jak powinny być one traktowane, żeby żyły w dobrostanie. Stąd bardzo często przemoc może wynikać po prostu z braku wiedzy i niezrozumienia, a nie tylko ze złej woli. Ostatecznie, dla osób starszych, gorzej sytuowanych, które w swoim życiu mierzą się z licznymi problemami związanymi z biedą czy problemami zdrowotnymi, zdobywanie wiedzy na temat dobrego traktowania zwierząt jest na samym końcu listy ich priorytetów i jeśli taka edukacja nie trafi do nich za pośrednictwem mediów czy lokalnej społeczności, to ciężko wymagać od nich, że taka refleksja pojawi się u nich sama.

Na ten problem wskazuje też raport stowarzyszenia Czarna Owca Pana Kota. W raporcie „Jak Polacy znęcają się nad zwierzętami" z 2016 roku możemy przeczytać, że przestępstwa w stosunku do zwierząt w latach 2012-2014 najczęściej popełniali mężczyźni w wieku 50-59 lat mieszkający na wsi. Czy wynika to z tego, że osoby mieszkające na wsi mają mniej empatii i są bardziej skłonne do przemocy?

Oczywiście, że nie. Osoby skazywane w sprawach o znęcanie się nad zwierzętami to osoby gorzej sytuowane i przede wszystkim gorzej wykształcone. Często te osoby nie miały skąd czerpać wiedzy o tym jak traktować zwierzęta, a jeśli taką wiedzę mają to może być ona przestarzała i nie pasować do obecnych standardów.

Sami autorzy raportu zauważają też, że osoby gorzej sytuowane nie mogą sobie pozwolić na prawnika, przez co częściej są skazywane. Wiele osób w lepszej sytuacji unika odpowiedzialności ze względu na swoje wyższe dochody, status społeczny i możliwość obrony. Nie oznacza to wcale, że osoby lepiej sytuowane, żyjące w dużych miastach rzadziej dopuszczają się przemocy wobec zwierząt; oznacza to tylko tyle, że takie przypadki są rzadziej ujawniane i rzadziej zapadają wyroki skazujące. Wynika to też oczywiście z tego, że w miastach żyje mniej zwierząt, stąd taka dysproporcja. Dlatego w całej dyskusji o przemocy unikałabym częstego generalizowania na temat tego, że złe traktowanie zwierząt jest domeną polskiej wsi.

Podział na zwierzęta „lepsze" i „gorsze"

Psychologowie w badaniach nad przemocą w stosunku do zwierząt już na samym początku spotykają się z dużym wyzwaniem, ponieważ bardzo trudno jest określić to, co przemocą jest, a co nią nie jest. Wiąże się to z bardzo różnymi postawami ludzi wobec różnych gatunków zwierząt i tym, że niektóre zachowania krzywdzące zwierzęta są mniej, a niektóre bardziej społecznie piętnowane. Większość ludzi dużo bardziej oburzy trzymanie psa przez całe życie w pomieszczeniu 2 metry na 2 metry niż trzymanie kury w klatce o wymiarach kartki A4. Wynika to oczywiście z tego, że zupełnie inaczej postrzegamy psy, które trzymamy w domach i traktujemy jak najlepszych przyjaciół, a inaczej kury, których wciąż głównym zadaniem jest zapewnienie ludziom pożywienia w postaci jaj i mięsa i raczej rzadko nawiązujemy z nimi emocjonalne relacje.

Przez ten nieświadomy podział zwierząt na „lepsze" i „gorsze", niektóre zachowania przemocowe wobec nich są bardziej akceptowane społecznie. Dzieje się tak np. z gołębiami, które nie mają niestety zbyt dobrej opinii i nazywane są w miastach „latającymi szczurami". Mimo częściowej ochrony gatunkowej gołębie nagminnie padają ofiarami przemocy ze strony człowieka a organizacje zajmujące się dzikimi zwierzętami zamieszkującymi miasta z roku na rok spotykają się z coraz nowszymi rodzajami tortur i sposobami na zadanie śmierci. Jednak takie zachowanie spotyka się z dużo mniejszym napiętnowaniem i niezgodą społeczną, niż w przypadku innych zwierząt budzących w nas więcej pozytywnych skojarzeń - sympatycznych wiewiórek, czy znanych z bajek z dzieciństwa jeży.

Takie rozróżnienie może też nierzadko wystąpić w obrębie jednego gatunku. Najlepszym na to przykładem jest sytuacja psów nierasowych. W niektórych kręgach uważa się, że tzw. mieszańce są w jakiś sposób gorsze od psów rasowych. Jest to jeden z powodów dlaczego to właśnie nierasowe psy są częściej porzucane, a schroniska są pełne czekających na dom kundelków.

Pozycja władzy i wyładowywanie frustracji

Agresja w wielu przypadkach jest też wynikiem nagromadzonej frustracji, która znajduje ujście pod postacią zachowań przemocowych. Najczęściej ofiarami agresji stają się tzw. „łatwe ofiary", czyli osoby lub zwierzęta fizycznie słabsze od agresora, albo w jakiś sposób od niego uzależnione, które mają ograniczone możliwości obrony. Dlatego ofiarami przemocy domowej padają najczęściej kobiety i dzieci. Ale cichymi ofiarami takiej przemocy mogę też być, bezpośrednio i pośrednio, domowe zwierzęta. Przede wszystkim zwierzęta w wielu przypadkach są bite i źle traktowane bezpośrednio przez domowego agresora. Zdarza się też, że są elementem domowego szantażu i przemocy psychicznej - kiedy np. dziecko jest bardzo przywiązane do swojego zwierzaka grozi mu się, że zwierzakowi stanie się krzywda. Niestety, jest bardzo ciężko określić skalę tego zjawiska, ponieważ oczywiście, w przypadku zgłoszeń dotyczących przemocy domowej na pierwszym miejscu są ludzie, którzy stali się ofiarami przemocy. Można jednak na pewno powiedzieć, że zwierzęta równie często stoją na drodze do wyładowania frustracji.

To na co powinniśmy zwrócić uwagę, to fakt, że taka przemoc w wielu przypadkach nie pojawia się z dnia na dzień i często zaczyna się od małych sygnałów - może to być np. brutalniejsze ciągnięcie psa na smyczy kiedy jesteśmy zniecierpliwieni albo mocniejsze zrzucenie kota ze stołu, kiedy nas zdenerwuje. Bądźmy wrażliwi na takie sygnały i kiedy tylko zauważymy podobne drobne zachowania u naszych bliskich czy u siebie - reagujmy. Kiedy zauważamy u siebie nawet małe zachowania agresywne - warto udać się do psychologa, który pomoże nam radzić sobie z frustracją, tak żeby nie dopuścić do eskalacji agresji. Pamiętajmy, że przemoc może spotkać każdego z nas, ale też każdy z nas jest zdolny do przemocy. Zapobiegajmy jej więc również dbając o swoje własne zdrowie psychiczne.

Wspomniałam też, że zwierzęta mogą być pośrednimi ofiarami przemocy domowej. Może być tak, że domowy zwierzak z rodzinnych awantur wychodzi obronną ręką, ale spotyka się z przemocą ze strony ofiary. Liczne badania pokazują, że dzieci, które są ofiarami przemocy dużo częściej znęcają się nad zwierzętami, niż te, które przemocy nie doświadczyły. To właśnie zwierzę jest często łatwą ofiarą dla dzieci, które szukają sposobu na poradzenie sobie ze swoimi emocjami. Jest to chyba najlepszy dowód na to, że przemoc rodzi przemoc.

Zaburzenia psychiczne

Czytając w Internecie komentarze pod doniesieniem o kolejnym przypadku znęcania się nad zwierzętami, prawie ze 100% pewnością możemy założyć, że w komentarzach pojawi się określenie „psychopata". Tak się składa, że mamy bardzo dużą skłonność do przeceniania znaczenia zaburzeń psychicznych i ich wpływu na popełnianie ciężkich przestępstw. I chociaż dużo łatwiej byłoby nam usprawiedliwiać straszne zbrodnie w ten sposób, to prawda jest jednak taka, że większość zabójców, gwałcicieli czy osób popełniających ciężkie przestępstwa, to wcale nie są osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne, a te przestępstwa są dla nich drogą do uzyskania określonych korzyści. Podobnie jest z przemocą wobec zwierząt - nie każda osoba, która się jej dopuści to osoba, która boryka się z problemami natury psychicznej.

Nie zmienia to jednak faktu, że określone zaburzenia psychiczne znacznie zwiększają szansę na pociąg do przemocy i znęcanie się nad zwierzętami. Istnieją badania, w których stwierdzono, że znęcanie się nad zwierzętami w dzieciństwie może być objawem antyspołecznego zaburzenia osobowości (tzw. osobowości psychopatycznej). Pacjenci psychiatryczni, którzy wykazują duży poziom agresji cechują się większą ilością epizodów znęcania się nad zwierzętami w porównaniu do innych osób. Badania kryminologiczne pokazują też, że około jedna trzecia wszystkich morderców seksualnych maltretowała zwierzęta w dzieciństwie. Warto jednak zaznaczyć, że w wielu podobnych badaniach ilość osób badanych jest bardzo mała, nie zawsze więc możemy wyciągnąć poprawne wnioski. Z całą pewnością jednak akty przemocy wobec zwierząt są związane z obniżonym poziomem empatii, natomiast obniżony poziom empatii sprzyja również popełnianiu innych przestępstw, także tych których ofiarami padają ludzie.

Jak zapobiegać przemocy?

Nie będzie chyba zaskoczeniem, jeśli napiszę, że najlepszym sposobem na zapobieganie przemocy wobec zwierząt jest edukacja. Mimo tego, że nasz stosunek do zwierząt i wiedza o nich w ciągu ostatnich dziesięcioleci zmieniła się diametralnie, to wciąż istnieje duże pole do uświadamiania ludzi na temat dobrego traktowania swoich zwierzęcych towarzyszy. Edukując, warto sięgnąć po badania, które pokażą nam, gdzie taka edukacja jest najpotrzebniejsza - postarajmy się dotrzeć do ludzi z mniejszych miejscowości, słabiej wykształconych, często starszych, którzy nie mieli okazji uczyć się o potrzebach zwierząt. Pamiętajmy przy tym, żeby postarać się nie oceniać nikogo przez pryzmat naszej wiedzy i uzbroić się w dużą dawkę cierpliwości ponieważ nie zawsze będzie to łatwy proces.

Ważnym elementem walki z przemocą jest też nauka radzenia sobie z emocjami i bezpiecznego wyładowywania frustracji już od najmłodszych lat. Każdemu może się zdarzyć sytuacja, w której będzie przytłoczony i będzie potrzebował jakiegoś ujścia dla emocji. Jeśli będziemy dysponować odpowiednimi narzędziami, żeby sobie z nimi poradzić, nie będziemy uciekać się do przemocy. Dlatego tak ważna jest edukacja psychologiczna oraz nie demonizowanie wizyty u psychologa lub psychiatry w momencie kiedy pojawią się jakieś problemy.

W tym wszystkim nie zapomnijmy o jednej ważnej rzeczy - naszym zadaniem jest też nieustanne naciskanie na ustawodawców, aby zwiększone zostały kary za znęcanie się nad zwierzętami, a ich egzekwowanie było bezwzględne. Obecnie większość wyroków skazujących, to wyroki pozbawienia wolności w zawieszeniu i mało dotkliwe kary finansowe, a w większości wypadków kary więzienia udaje się uniknąć. Pamiętajmy, że skala tego problemu będzie duża tak długo, jak długo kary nie będą wystarczająco surowe i nieuniknione.

Źródła:
Aby wyświetlić komentarze potrzebujemy użyć ciasteczek
Aby strona działała poprawnie, wykorzystujemy pliki cookies. Umożliwia nam to korzystanie z narzędzi marketingowych i analitycznych. Kliknij “akceptuję”, jeżeli zgadzasz się z naszą polityką cookies .