UWAGA! Artykuł zawiera śladowe ilości kupy! Żeby nie było, że nie ostrzegaliśmy!

Wstęp

Zapewne wielu posiadaczy czworonogów zastanawia się, jak najlepiej karmić swojego pupila. Nie każdy ma czas codziennie gotować posiłki swoim psom, BARF ma równie zagorzałych wielbicieli jak i przeciwników, mokre puszki, sucha karma - każda propozycja ma długą listę zalet jak i wad. Każdy z nas chciałby zarówno dla siebie jak i dla zwierzaka jak najlepiej, z braku czasu coraz więcej osób decyduje się na catering dostarczany codziennie pod drzwi. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że tego typu rozwiązania są dostępne także dla psów. Dzięki uprzejmości PsiBufet mieliśmy możliwość przetestowania cateringu dla naszego futrzaka. Jest to zbilansowana, pełnowartościowa, gotowana na parze karma. Po wypełnieniu formularza na stronie psibufet.pl, w którym podaliśmy informacje o naszym psie oraz jego preferencjach żywieniowych, dostaliśmy propozycje dopasowanych posiłków z uwzględnieniem wszystkich parametrów oraz dopasowaną wielkością porcji.

Paczka

Otrzymaliśmy sporą paczkę, a wewnątrz pierwszym, co zobaczyliśmy, była ulotka z najważniejszymi informacjami o przestawianiu psa na nową karmę, oraz sugerowanych wielkościach porcji.

Paczka była wyłożona grubym kartonem, a zawartość zawinięta w folię termiczną. Zgodnie z naklejką na opakowaniu paczka przyszła do nas tego samego dnia, w którym była nadana, wszystko po to, by zawartość pozostała zamrożona. Cel osiągnięto: mimo że tego listopadowego dnia na zewnątrz było około 15 stopni, to zawartość paczki była lodowata, jakby dopiero ją wyjęto z chłodni. Nam pozostało jedynie sprawnie przełożyć zawartość do naszej zamrażarki, zanim nasz żarłok dopadnie którąś porcję.

Pojedyncza porcja

Dzienne porcje zapakowane były w płaskie foliowe paczki, kształtem przypominające mrożony, rozdrobniony szpinak, jednak wykonane z grubszego plastiku i przygotowane do rozdarcia bez użycia dodatkowych narzędzi, my jednak woleliśmy korzystać z nożyczek. Jako że chodzi nam nie tylko o dobro naszych zwierząt, ale także o całą planetę, z przykrością patrzymy na ilość plastiku zużytego w tych paczuszkach. Oczywiście mamy świadomość że są pewne ograniczenia ze względu na technologię produkcji, nie ma co oczekiwać tekturowych opakowań dla mokrej treści która ma przez parę dni leżeć w lodówce. Niestety, ciężko o mniej oszczędny kształt paczki niż takie płaskie arkusze, ale zwiększenie grubości paczki pozwoliłoby znacznie ograniczyć ilość plastiku przy zachowaniu jednakowej pojemności opakowania.

Ponieważ karmimy Røsta dwa razy dziennie, na jeden posiłek przypada pół paczki, pozostałą połowę wraz kilkoma porcjami przyszykowanymi na kolejne dni zgodnie z ulotką przechowywaliśmy w lodówce. Na wszelki wypadek wszystkie paczki w lodówce trzymaliśmy razem w plastikowym worku, co jak się okazało było dobrą decyzją, ponieważ z czasem na dnie zebrał się płyn; możliwe że wyciekł on z otwartych opakowań czekających na drugą część dnia, jednak wydaje nam się, że po rozmrożeniu plastikowe opakowania nie były idealnie szczelne.

PsiBufet oferuje 4 warianty smakowe:

  • Jagnię Wcina - w składzie oczywiście jagnięcina (stanowiąca ponad połowę porcji), marchewka, jabłko, bataty, groszek i soczewica, olej rzepakowy, preparat mineralno-witaminowy, siemię lniane, tymianek i pietruszka. To był chyba ulubiony smak Røsta.
  • Wołowe Love - zawierające wołowinę, marchew, bataty, szpinak, jabłko, soczewicę, olej rzepakowy, preparat mineralno-witaminowy, siemię lniane i rozmaryn;
  • Indyczy Kąsek - składający się z indyka, marchewki, batatów, dyni, szpinaku, jabłka, soczewicy, oleju rzepakowego, preparatu mineralno-witaminowego, siemienia lnianego, tymianku i pietruszki.
  • Kurczę Pieczone - przygotowane z kurczaka, marchwi, batatów, dyni, groszku, jabłka, soczewicy, oleju rzepakowego, preparatu mineralno-witaminowego, siemienia lnianego, tymianku, rozmarynu.

Składniki są rozdrobnione, ale nie zblendowane na mus - widać wyraźnie szczególnie marchewkę, soczewicę i groszek.

Można zamówić po trochę każdego, lub dobrać to, co naszemu psu odpowiada najbardziej, dlatego my testowaliśmy pierwsze trzy, ponieważ w przeszłości Røst źle reagował na karmy z kurczakiem.

Zadowolenie psa

Odkąd kurier z przesyłką pojawił się u naszych drzwi, Røst nie odstępował paczki na krok, węsząc za pysznościami, które się w niej znajdowały. Odprowadził nas też do zamrażalnika, niemal przylepiając się nosem do zmrożonych torebek. Paczka przyszła koło południa, więc aby spróbować tych pyszności musiał czekać prawie cały dzień, podczas którego co chwila wracał w miejsce, gdzie rozpakowywaliśmy paczkę i dokładnie obwąchiwał karton, oraz miejsca gdzie wcześniej leżały torebki z jedzonkiem. Jak dotąd żadna karma, sucha ani mokra, nie wywoływała u niego takiego zachowania, jedynie świeże mięso.

Przygotowywanie posiłku

Podczas przygotowywania posiłku pies już wiedział, że to jego jedzonko i choć nie był z tego zadowolony, musiał się wykazać chwilką cierpliwości. Jednak sami musimy przyznać, że jedzonko pachniało obłędnie i sami mieliśmy ochotę go skosztować. :) Po wcześniejszym wyjęciu torebki z lodówki w celu ogrzania, odmierzaliśmy do michy daną ilość porcji - początkowo dzieląc półkilową paczkę podawaliśmy jej około ¼ i mieszaliśmy z dotychczasową suchą karmą, w celu bezstresowego dla układu pokarmowego wprowadzania nowej karmy. W innym przypadku szybkie przejście na nowe jedzenie z pewnością skończyłoby się biegunką, której i tak nie uniknęliśmy, ale my tu teraz o przygotowywaniu posiłku.

Zgodnie z ulotką posiłki należy podawać w temperaturze pokojowej, lub delikatnie podgrzany, jednak my, gdy odmierzona porcyjka gościła w pieskowej miseczce zagotowywaliśmy wodę w czajniku, by polewając nią danie delikatnie przyspieszyć proces ogrzewania. Rozwiązanie idealne na poranek, przy okazji przygotowywania kawy/herbaty można szybko i bez brudzenia dodatkowych naczyń odgrzać posiłek dla psa. Odczekiwaliśmy chwilkę, aż ciepełko równomiernie się rozejdzie i na nasze pozwolenie piesek dostawał posiłek, do którego bez wahania ruszał z prędkością światła.

Kupa

Wyszliśmy z założenia, żeby nie mieszać smaków, więc początkowo podawaliśmy pieskowi jagnięcinę (co miało być kolejnym ułatwieniem w przestawieniu na nową karmę, ponieważ przed testem Røst był na karmie opartej na jagnięcinie), później indyka, by zakończyć wołowiną. Tak więc wypadło, że dzień, w którym skończyła się jagnięcina był dniem, kiedy stwierdziliśmy, że pan pies reaguje na tyle dobrze (świetne samopoczucie i dobre kupy), że można już iść na całość z bufetem i na śniadanie podaliśmy 250 g indyka. Po kilku godzinach usłyszeliśmy głośne burczenie w futrzastym brzuchu i prośbę o szybki spacerek, a na nim poszła luźna kupka. Na wieczór już dostał indyczka zmieszanego z jego suchą karmą i sytuacja się unormowała. Pomijajac ten jeden incydent, kupka była idealna, a piesek był żywiołowy i pełen energii jak nigdy. Pewnie chciał tym zapracować na ekstra porcyjkę. :)

Podsumowanie

Zarówno my, jak i piesek możemy szczerze polecić katering z PsiegoBufetu, który przypadł nam do gustu już od pierwszej wizyty na ich stronie i nie przestawał robić dobrego wrażenia aż do ostatniej porcji. Niestety za wysoką jakością podąża wysoka cena, jednak dobrze wiedzieć, że taka opcja rozpieszczania naszego psiaka istnieje. Røst na razie musiał wrócić do poprzedniej karmy, by dokończyć otwarty już wór. My wykorzystamy ten czas, by zastanowić się nad domowym budżetem, a dokładniej mówiąc jak w nim zmieścić PsiBufet.

Aby wyświetlić komentarze potrzebujemy użyć ciasteczek
Aby strona działała poprawnie, wykorzystujemy pliki cookies. Umożliwia nam to korzystanie z narzędzi marketingowych i analitycznych. Kliknij “akceptuję”, jeżeli zgadzasz się z naszą polityką cookies .