W tym wywiadzie poznacie kobietę, która potrafi zatrzymać koty w czasie na pięknych fotografiach - Monikę Małek - kocią fotograf, która zajmuje się wykonywaniem sesji zdjęciowych zwierzakom od dobrych kilku lat.


Twoje nazwisko jest już znane wśród kociarzy! W końcu jesteś chyba najbardziej rozpoznawalną kocią fotografką! Opowiedz nam o tym, czemu akurat fotografujesz koty? I jak to się w ogóle zaczęło?

Im więcej razy słyszę to pytanie, tym trudniej jest mi na nie odpowiedzieć. Na początku myślałam, że to zaczęło się od Filemona, od momentu jego adopcji, ale pózniej zdałam sobie sprawę, że przed nim już też fotografowałam koty, a w szczególności swoją kotkę w domu rodzinnym - Tosię. Myślę, że w dużej części to mogło się zacząć od niej. Pamiętam jakby to było dzisiaj, jak kupiłam używaną lustrzankę w komisie i zrobiłam nią pierwsze zdjęcie. Tym pierwszym zdjęciem było zdjęcie… kota. Udało mi się zatrzymać moment jak Tosia ziewa. Zachwycił mnie ten kadr, pomimo tego, że technicznie miał swoje mankamenty, był za ciasny, za mało ostry, ale czułam w nim emocje, a to w fotografii zawsze było dla mnie najważniejsze.

Dlaczego akurat koty? Bo czuję, że jesteśmy przyjaciółmi. Czuję się do nich podobna, lubię ich spokój, przerywany niepohamowanym wariactwem. Lubię ich pewność, lubię to, że nie oceniają. Od samego początku, gdy fotografowałam koty, czułam, że to jest TO, że to jest ta właściwa dziedzina. Wcześniej miałam okazję fotografować rośliny, ludzi, widoki, ale zawsze odczuwałam mniejszy lub większy dyskomfort, że to nie do końca jest moje miejsce. Przy kotach czuję spokój, czuje, że to jest właściwe. Fotografia od samego początku była dla mnie swego rodzaju terapią, gdzie w zdjęciach mogłam oddać i zatrzymać swoje emocje.


Jesteś posiadaczką dwóch kotów. Jak i kiedy do Ciebie trafiły?

Filemona adoptowaliśmy 5 stycznia 2014 roku, chwilkę po tym jak przeprowadziliśmy się do wynajmowanej kawalerki. Już wcześniej ustaliliśmy z, wtedy, chłopakiem, że jak tylko się rozpakujemy, to jedziemy po kota. Więc co ja zrobiłam? W dniu przeprowadzki, wszystko rozpakowałam, tak żebyśmy mogli od razu następnego dnia jechać po nowego członka rodziny. Pierwotny plan był taki, że wyjęcie rzeczy z kartonów zajmie nam kilka dni, ale ja tak bardzo chciałam kota, że uwinełam się z tym w kilka godzin. I tak oto 5 stycznia 2014 roku pojechaliśmy do schroniska i adoptowaliśmy Filemona. Dlaczego akurat Filemon? Początkowo, gdy podeszliśmy do klatki, w której były kociaki, chcieliśmy przygarnąć czarnego kota i już praktycznie go wyciągnęliśmy, gdy zauważyłam, że ten czarny przygniata sobą małego białego - burego kota. Zrobiło mi się go żal i koniec końców to właśnie jego wybraliśmy.

Blanię adoptowaliśmy troszkę ponad rok po adopcji Filemona. W marcu, od fundacji Przygarnij Kota. Odwiedziliśmy wolontariuszkę i mieliśmy przed sobą dwie klatki, w każdej z nich siedziała mała przestraszona kocia kulka. Nie potrafiłam wybrać, to mąż zdecydował, że bierzemy Blanię. Blania jako, że była dzikuską, pierwsze tygodnie spędziła w klatce kennelowej. Siadałam obok niej i czytałam jej na głos książki, albo po prostu siedziałam. Niezależnie od tego co początkowo robiłam i tak na mnie syczała. Z czasem tych syków było coraz mniej i mogliśmy ją wypuścić na mieszkanie. Filemon pokochał ją od razu i stał się jej mentorem, pokazywał jej jak zachowują się prawdziwe koty.



Jak myślisz dlaczego ludzie decydują się na taką sesję?

Myślę, że to wynika z tego, że ludzie traktują swoje koty jak członków rodziny, że kot nie jest już kimś obok, a kimś kto jest częścią rodziny. A gdy ktoś jest rodziną, to chcemy mieć jego zdjęcia w albumie, czy na ścianie. :)


Jakie, Twoje, zdjęcia są Twoimi ulubionymi? Każdy fotograf w swojej karierze wykonał zdjęcia, z których jest zadowolony bardziej niż z innych.

Najbardziej jestem dumna z kartonowych scenek, dlatego, że zawsze wymagają one ode mnie bardzo dużo przygotowań i czasu. Staram się, żeby były jak najbardziej dopracowane. Nigdy też nie wiem, czy dwie godziny pracy nie pójdą na marne, bo kot akurat nie zechce zapozować. :D

Jestem dumna nie tylko z kartonów. Bardzo lubię zdjęcie gdzie Blania robi zdjęcie Filemonowi, czy Blania czytająca wśród książek, czy Blancia z wałkiem.

Dumą także napawają mnie zdjęcia kotów, które początkowo były nieśmiałe, a z czasem w trakcie sesji pięknie rozkwitły i pokazały swój charakter na zdjęciach.



Jesteś znana również z fantastycznych kartonowych scenerii? Dlaczego akurat karton?

Bo koty lubią kartony, a w mojej fotografii najważniejszy jest komfort i zadowolenie kota. Kartony idealnie pasują do kotów, dodatkowo są bardzo dobrą bazą do tworzenia scenerii, można z nich stworzyć wiele niepowtarzalnych elementów. Myślę, że ważne jest dla mnie też to, że mogę wykorzystać ponownie kartony, w których otrzymałam np. jedzenie dla kotów.


Czy zbudowanie takiej kartonowej scenerii zajmuje dużo czasu? Koty Ci w tym pomagają, czy raczej przeszkadzają?

To zależy od konkretnego pomysłu. Mi ten czas podczas tworzenia scenerii zawsze bardzo szybko leci, często to są dwie - trzy godziny i zawsze po fakcie jestem tym mocno zaskoczona, kiedy ten czas mi tak szybko uciekł, bo przecież to tylko kilka elementów. Ale staram się być w miarę dokładna, dodatkowo pomalowanie kartonów zajmuje trochę czasu, plus trzeba odczekać, aż farba wyschnie. Koty kręcą się wokół, w tej początkowej fazie tworzenia scenki, bo wiedzą, że zaraz będą zdjęcia, a więc i smakołyki, ale gdy już zaczynam składać wszystko razem, to najczęściej zamykam koty w innym pokoju.



Jak wygląda taka sesja, gdy fotografujesz czyjeś koty? Czy koty potrzebują dużo czasu aby Cię zaakceptować?

Nie można odpowiedzieć na to pytanie tak lub nie. :D Koty są bardzo różne, jedne już od progu, gdy wchodzę do ich królestwa traktują mnie jak swoją przyjaciółke, inne wychodzą do mnie po 15 minutach, a jeszcze inne po godzinie. Cała sesja opiera się na smakołykach i zabawie, czasami po prostu w różnych dziwnych miejscach.


Koty to zwierzęta bardzo ruchliwe. Przypuszczamy więc, że fotografowanie ich nie należy do najprostszych rzeczy. Czy masz swoje sprawdzone metody, jak podejść do tych istot?

Najbardziej chyba pomocna w tym jest po prostu dobra znajomość swojego aparatu, dzięki temu mogę szybko zmieniać ustawienia i podążać za kotem, a mój aparat mnie nie spowalnia. Oczywiście nie jest tak, że wszystkie zdjęcia wychodzą ostre, moim zdaniem, naturalnym jest to, że tylko dany procent zdjęć nadaje się do dalszej obróbki. :) Zawsze dodatkowo staram się fotografować w pobliżu źródła światła, dzięki temu mogę ustawić krótszy czas naświetlania i szybciej zamrozić w kadrze kota. :)



Czy da się zaplanować taką sesję z kotem, czy jednak wszystko odbywa się spontanicznie?

Ja zawsze planuję, bo co mnie zawsze śmieszy - jestem osobą, która lubi mieć wszystko pod kontrolą, a w kociej sesji naprawdę niewiele można zaplanować. Przed sesją, rozmawiam z klientką o tym jak chcemy żeby taka sesja wyglądała, ustalamy wspólny plan działania i kadry, ale prawda jest taka, że to zawsze kot ustala zasady. Zawsze mówię, że ustalenia, ustaleniami, ale może wyjść z tego coś zupełnie innego, bo kot będzie miał plan na ten dzień, niespójny z naszym planem. W takim przypadku bardzo pomaga odpowiednie przygotowanie do sesji, pod kątem zabawek oraz smakołyków.


Sądzimy, że sama wiedza z zakresu fotografii nie wystarcza. Tutaj trzeba też znać się na kociej naturze, aby “dogadać” się z tymi zwierzętami. Zgadzasz się z tym?

Tak! To jest totalna podstawa i uważam, że bez chociaż podstawowej wiedzy behawiorystycznej, nie powinno się fotografować kotów, bo można im po prostu wyrządzić krzywdę. Znajomość natury kota, bardzo pomaga podczas sesji, dzięki tej wiedzy, sesja przebiega w większym spokoju i komforcie dla obu stron.


Czy Twoje kociaki nie są "zazdrosne", gdy wracasz z sesji i wyczuwają zapach innego kota? Czy już zdążyły się przyzwyczaić do tego, że ich mama jest kocią fotograf?

Na początku były zaciekawione, że co to za inne kotki, a teraz to już ich to nie interesuje, przywykły do tego, że, tak jak mówisz, ich mama jest kocim fotografem. :D


Prawie wszystkie Twoje sesje są wykonane wewnątrz, czy fotografowałaś koty wychodzące na szelkach? Taka sesja dużo różni się od tej w domowym zaciszu?

Dla mnie to są dwa zupełnie inne światy. W domu kot ma ograniczoną ilość bodźców. Łatwiej jest smakołykami, czy zabawką skupić na sobie jego uwagę, na zewnątrz odnoszę wrażenie, że jest to praktycznie niemożliwe i trzeba po prostu podążać za kotem i łapać momenty. Aczkolwiek ja też po prostu nie mam dużego doświadczenia w fotografowaniu kotów na zewnątrz, więc moją opinię zbudowałam na podstawie kilku sesji, które do tej pory miałam okazję zrobić. :)



Czy masz w swojej karierze jakieś projekty, z których jesteś dumna?

Tak! Jak dotąd udało mi się zrealizować dwa moje indywidualne projekty:

Zabobon to zabobon - jest to projekt składający się z 13 zdjęć. Na każdym zdjęciu występuje czarny kot oraz jakiś przesąd. W tym projekcie znajdziecie między innymi zdjęcia z takimi przesądami jak: nieszczęścia chodzą parami, rozsypana sól wróży kłótnie czy, że odwrócony bochenek chleba przynosi pecha. Zestawiając ze sobą te zabobony, chciałam pokazać, że wiara w nie jest bezsensowna, że przecież chleb tak samo jak czarny kot nie ma w sobie elementów czarnej magii, czy zła i nie może przynieść nam pecha.

Nadal jestem kotem - to projekt o kotach niepełnosprawnych. Poprzez ten projekt chciałam pokazać, że koty pomimo swojej niepełnosprawności nie czują się gorsze, że dalej tak samo są kotami, kradną kanapki spod stołu, czy miauczą w środku nocy.



Gdzie można Cię jeszcze znaleźć, poza Wrocławiem oczywiście?

Obecnie głównie można mnie znaleźć w sieci: na instagramie oraz na facebooku, gdzie praktycznie codziennie dodaje nową dawkę kociej fotografii. Co poniedziałek na instagramie organizuję wyzwanie znane pod hasztagiem: #wyzwaniezkłaczkiem. Jest to nic innego jak po prostu zabawa fotograficzna, w której kociarze dodatkowo mogą się lepiej poznać. Co tydzień podaję temat na najbliższy poniedziałek, staram się, żeby tematy były ciekawe, ale także czasami nakłaniały nas do przemyśleń. Bardzo miło wspominam wyzwanie, gdzie tematem było: “O sobie” i ludzie po raz pierwszy wrzucali swoje zdjęcia i pomimo tego, że nie lubili o sobie pisać i było to dla nich wyzwaniem, to jednak to zrobili, bo chcieli być częścią kłaczkowej rodziny. :) Bardzo mi to zapadło w pamięć i pamiętam jak bardzo wtedy z nich byłam dumna, że wyszli ze swojej strefy komfortu dla kłaczka.

Możecie mnie też znaleźć na targach - szczególnie w okresie zimowym. Na moim stoisku znajdziecie różne kocie rzeczy stworzone z moich zdjęć jak np - magnesy, zakładki do książek, pocztówki, czy plakaty.

Pomimo tego, że najczęściej można mnie znaleźć we Wrocławiu, to równie często odwiedzam inne miasta i realizuje sesje wyjazdowe. :)


Masz jakieś marzenie, które możesz zdradzić związane z kocią fotografią?

Tak! I jest to marzenie, które obecnie spełniam :D A jest nim napisanie ebooka o kociej fotografii. :)


Jak wspominasz swoje wywiady dla telewizji? Z perspektywy czasu - coś byś w nich zmieniła?

Nic bym nie zmieniła, bo nie czułam wtedy i teraz również, że miałabym taką moc, żeby móc coś zmienić. Zazwyczaj niestety media mają konkretny plan na to jak ma wyglądać taki wywiad. Raz miałam taką sytuacje, że spotkałam się z dziennikarką. Rozmawiałyśmy ponad godzinę, opowiedziałam jej bardzo dużo o mojej pracy, o tym jak wyglądają sesje. Jakie mam plany i cele, a jedyne co znalazło się później w tym wywiadzie to, to, że realizowałam projekty oraz, że fotografuje koty dla fundacji. Dla mnie wydźwięk tego artykułu był taki, że jestem fotografem fundacyjnym, a nie, że po prostu to jest moją pracą. Bardzo mnie to zabolało i poirytowało, bo poświęciłam jej swój czas, a niestety artykuł zawierał sporo przekłamań. Raz też miałam taką sytuację, że dziennikarz wyśmiał mnie, gdy powiedziałam, że mówię do kotów podczas sesji. To co chyba zawsze jest moją największą obawą w wywiadach dla dużych firmy, to to,że nigdy nie wiem, na ile dziennikarz po drugiej stronie, przygotuje się do rozmowy ze mną i na ile ma w ogóle wiedzę na temat kotów.

Nie zawsze jednak jest źle! Bardzo miło wspominam rozmowę w Pytaniu na Śniadanie z Tomaszem Kammelem i Joanną Racewicz, zanim weszliśmy na wizję zagadali do mnie, dzięki czemu mniej się stresowałam, a ich pytania były po prostu normalne, nie mające drugie dna.


Czy występy w telewizji znacząco wpłynęły na zainteresowanie Twoimi usługami?

Nie zauważyłam jakiegoś dużego wzrostu fanów w mediach społecznościowych, po żadnym z występów w telewizji. :)


Czy zdarzyło Ci się być na sesji w miejscu, gdzie dobrostan kota był ewidentnie zaburzony? Jak zareagowałaś?

Nie, przed sesją zawsze rozmawiam z ludźmi, więc jeżeli widzę, że sesja byłaby niezgodna z moimi zasadami to po prostu zrezygnowałabym z niej. Nie umiałabym się skupić na fotografowaniu kota, mając w głowie, że dzieje mu się krzywda. Zapewne też spróbowałabym rozmawiać z taką osobą i pokazać jej gdzie może uzyskać wsparcie dla siebie i kota.


Jak sobie radzisz z trudnymi kotami? Lękliwymi bądź agresywnymi - czy jeszcze może nie miałaś takich przypadków?

Daję im czas. Takie sesje trwają o 2-3 godziny dłużej niż zwykła sesja, dlatego żeby kot nie odczuwał presji i mógł się przyzwyczaić do nowej osoby w jego otoczeniu.


Jak właściciel powinien przygotować się do Twojej wizyty? Czy może Ci jakoś pomóc w trakcie sesji?

To wszystko zależy od tego, jakie kadry zaplanujemy, ale w większości wypadków wystarczy posprzątanie mieszkania. :D W trakcie samej sesji ważna jest jego obecność, często, gdy właściciel znika, to kotu trudniej jest się skupić, na pozowaniu, bo zastanawia się, gdzie jest jego Człowiek.


Jak skłaniasz kota do wykonania konkretnego zadania np. by położyło na czymś łapkę?

Zawsze smakołykami i zabawkami. :)


Jak dużo sprzętu ze sobą zabierasz?

Różnie, wszystko zależy od tego jaki mamy plan na sesje i jakie koty będę fotografować. Przy kotach płochliwych zabieram jak najmniej rzeczy. :) Zawsze jednak mam przy sobie dużo zabawek i smakołyków.


Jakaś porada dla czytelników - jak zrobić ładne zdjęcie zwierzakowi w ruchu, w pełnym biegu?

Rób zdjęcie w ciągu dnia, w pobliżu źródła światła i ustaw krótki czas naświetlania :) I po prostu rób zdjęcia, aż do skutku, nie poddawaj się! :)


Jaką sesję najlepiej wspominasz? Jaka Cię najbardziej, pozytywnie, zaskoczyła?

Z każdej sesji coś wynoszę. Nie mam takiej jednej sesji, która byłaby moją ulubioną, każda mnie uczy czegoś nowego i czymś zaskakuje. Wzruszają mnie zawsze te sesje, gdzie kot jest na początku nieśmiały, a po kilku godzinach mógłby ze mną konie kraść.


Dzięki za poświęcony czas!

Masz jeszcze jakieś pytanie do Moniki, którego my nie zadaliśmy? To na pewno nie była nasza ostatnia współpraca, więc... jeszcze będzie okazja by ją o kilka kwestii dopytać!

Monika ma dla Was niespodziankę i dla wszystkich, którzy chcą nauczyć się fotografować koty, przygotowała rabat - 15% na konsultacje fotograficzną, to znaczy konsultacje! Zgłaszając się do Moniki podajecie hasło "Petscope!"! Miłej nauki Wam życzymy! ... i owocnych kocich ujęć!

Z promocji można skorzystać przez 3 miesiące od daty publikacji artykułu! :)

Aby wyświetlić komentarze potrzebujemy użyć ciasteczek
Aby strona działała poprawnie, wykorzystujemy pliki cookies. Umożliwia nam to korzystanie z narzędzi marketingowych i analitycznych. Kliknij “akceptuję”, jeżeli zgadzasz się z naszą polityką cookies .