Przed chwilą jeszcze było ciepło. Żył otoczony ciepłem, w miękkim, rozkołysanym wnętrzu. Oczywiście, że nie miał świadomości, ani kim jest, ani co go otacza. Pytanie o moment, w którym świadomość się pojawiła jest tak fundamentalne jak i podstawowe. Wydaje mi się, że już tam jego „centralny komputer” - mózg przetwarzał dane. Już tam działały przecież nadajniki i odbiorniki. Organizm odbierał informacje spoza własnego jestestwa, ruch, bezruch, ciepło. Wraz z krwią matki spływały inne informacje, hormony, neuroprzekaźniki. Rejestrował je, katalogował. Tworzył bazę.

W chwili kiedy nagle, bez jego decyzji został zmuszony do opuszczenia tego, co było całym jego światem nie był szczęśliwy. To znaczy, chyba. Przecież nie wiemy nic o jego świadomości, a emocje wymagają zrozumienia. No nie oszukujmy się. Fajnie nie było. Zamiana ciepła na zimno, miękkiego ruchu na twardy bezruch, komfortu trwania bez wysiłku na pracę przy każdym oddechu. Od teraz tak już będzie. Aż do ostatniego oddechu.

Krótko mówiąc urodził się pies. Składał się z tłustego tułowia, króciutkich łapek i wielkiego nosa. Szybko odkrył, że właśnie nos będzie dla niego drogowskazem. Od teraz. Zaraz. Natychmiast. Nos mówił, że coś przed nim ładnie pachnie, że jest ciepłe. Krótkie łapki podjęły wielki wysiłek i przepchały gruby odwłok w stronę matczynego sutka. Tuż obok niego pchały się inne szczeniaki. Ale ich nie widział, nie słyszał. Był ślepy i głuchy. To oczywiście miało ulec zmianie, ale jeszcze nie teraz. Już sam ten fakt stanowił o tym, że z tych zmysłów węch jest najważniejszy. Nawet „geograficznie”, znajdował się w końcu na najbardziej wysuniętym w przód punkcie. Gdziekolwiek by szczeniak nie poszedł, zawsze nos był tam pierwszy.

Kiedyś przydarzyła mi się okazja do rozważań, kiedy zaczyna się trening psa ratowniczego. Okazało się, że powszechne przekonanie nawet wśród instruktorów szkolenia psów ratowniczych było takie, że trening rozpoczyna się najwcześniej po drugim miesiącu życia, kiedy szczeniak trafia do domu swojego przewodnika.

To jak nazwać każdy kolejny dzień naszego bohatera, na razie jeszcze ślepej, głuchej i dość bezładnie turlającej się kulki?

Od chwili kiedy został zmuszony do oddychania powietrzem, do ssania mleka, do przemieszczania się uczył się życia. Samo to jednak jeszcze nie jest treningiem. Jeżeli jednak nasz szczeniak urodził się u hodowcy, który zadbał o to, by każdy dzień szczeniaka i każde nowe doświadczenia służyły rozwojowi tych cech, które konieczne będą u psiego ratownika, to zaczynam mówić o treningu.

Nie będę tu rozwijać tematu wczesnej stymulacji neurologicznej szczeniąt. Opis co, jak, kiedy każdy zainteresowany znajdzie w bogatych w informacje przepastnych źródłach internetu. Bardzo chciałabym zaznaczyć, jak ważne dla przyszłego psa użytkowego są pierwsze dwa miesiące życia.

Pomijam tu na razie tak obszerny temat, jakim jest genetyka. Nasz szczeniak przecież nie wziął się znikąd ani przypadkowo. Przynajmniej taką mam nadzieję. Powołując do życia mojego bohatera nie zadbałam o jego właściwe pochodzenie. Powinien to natomiast zrobić hodowca. To kombinacja czterech literek będzie determinowała to, jak będzie funkcjonował pies. CGTA. Dzięki panowie Watson i Crick! Ten zestaw, kombinacja, dla każdego indywidualna, niepowtarzalna będzie gwarantem tego, że nasz szczenior będzie wyposażony nie tylko w oczekiwaną przez nas budowę ciała, długość nóg, uszu, ogon prosty, zakręcony lub jego brak, ale też w cechy psychiczne. Dla przewodnika psa ratowniczego ważne jest też, czy jego partner w pracy będzie w nią zaangażowany, czy będzie w niej wytrwały, czy łatwo będzie się uczył, czy pokona go stres czy sobie poradzi z obciążeniami.

Wróćmy na razie do naszego szczeniaka. Najadł się i śpi. Nie musimy być cicho, w końcu słuch ma jak Beethoven. Fajny maluch, ma kilkoro rodzeństwa. To dobrze. Życie z rodzeństwem o wiele lepiej przygotuje go do życia. W końcu życie to nie jednorożce bujające się na tęczy. W każdym razie nie tylko. No chyba, że nasz szczeniak jest goldenem, wtedy faktycznie, jest szansa, że całe jego życie to będzie galop po tęczy. Znam takie.

I do jego rodzeństwa. Oznacza ono nie tylko kompanów do zabawy. Nie tylko miłe ciepło w czasie wspólnego snu. Rodzeństwo to też konkurencja. Do przestrzeni, do matki, do jedzenia! O dostęp do każdej rzeczy walczy równocześnie kilku tłustych zapaśników. Uczą się, że czasem nie wszystko spada z nieba. O to, co szczególnie wartościowe trzeba walczyć. Kto wygra - dostanie nagrodę. Kto przegra - ma szansę na podjęcie walki na nowo, przecież w końcu się uda. Tak, upór w dążeniu do celu to na pewno cecha psa użytkowego. Niezrażanie się niepowodzeniem też.

Każdy dzień przynosi nowe możliwości. Po około 8-10 dniach otwierają się oczy. Uszy uzyskują swój docelowy kształt i funkcje. Świat jest piękny i wspaniały, chyba że szczeniak właśnie usiłował wspiąć się na ścianę kojca i zła ciocia grawitacja sprowadziła go na parter. Leży na grzbiecie i biadoli. Po chwili jednak orientuje się, że jak się dobrze rozbuja, to udaje mu się przewrócić na brzuch. Ponieważ jednorazowe doświadczenie nie uczy niczego, szczeniak tę samą sztukę będzie powtarzał jeszcze wielokrotnie. I tu znowu pole do działania dla hodowcy. Obserwacja maluchów od pierwszego dnia ich życia da wiele informacji na ich temat. Dlaczego ten szczenior z łatą na lewym uchu wielokrotnie usiłuje pokonać jakąś przeszkodę, a jego jednomaścista siostra po trzeciej próbie oddaje walkę walkowerem?

Dlaczego szczeniak z łatą na zadku wzięty w dłonie układa się w nich wygodnie, a ten łaciatym uchem gniecie się, walczy, wywija łapami?

Kiedy szarpak wpadł pod fotel trzech braci usiłuje go wydostać, jeden uparcie wbija się pod fotel, drugi zamiast pomagać gryzie pierwszego w ogon, trzeci usiadł i głośno płacze głosząc straszną krzywdę i wołając pomocy.

A wyprawa do wielkiego ciemnego garażu? O to było przeżycie. W każdym kącie czaiło się zło, matki nie było, ten dwunogi olbrzym stoi i się gapi. Pod sufitem coś szura, za samochodem stuka. Ale ten łaciaty pewne sprawy rozwiązuje va bank. Chwila wąchania i zagłębia się w czarność. Reszta, oprócz jednej suki rusza za nim. Sukces! Nowe tereny zdobyte.

Trening to nie tylko szukanie pozoranta, przynoszenie bringsela, czy oszczekiwanie. W pierwszym roku życia to przede wszystkim poznawanie, odkrywania świata, zasad nim rządzących. A co najważniejsze, poznawanie dwunogów. Bo nie wiadomo jak to możliwe, że ktoś taki duży a nic nie rozumie co się do niego mówi!

Aby wyświetlić komentarze potrzebujemy użyć ciasteczek
Aby strona działała poprawnie, wykorzystujemy pliki cookies. Umożliwia nam to korzystanie z narzędzi marketingowych i analitycznych. Kliknij “akceptuję”, jeżeli zgadzasz się z naszą polityką cookies .