Pacjentka: Rossøya

Rossøya, suka elkhunda szarego, ur. 07.07.2017, w momencie zachorowania w wieku 14,5 miesiąca, szczepiona w dniu 25.08.2017 szczepionką Eurican DAPPi (druga dawka w dniu 23.09.2017). Jest to jedna z powszechnie stosowanych w weterynarii strategii szczepień.


Jak to się zaczęło?

19 września matka Rossøyi rozpoczęła cieczkę, a 20 września, młoda suczka zaczęła odmawiać jedzenia. Poprzednie cieczki miały równocześnie, więc jako przyczynę niejedzenia u Rossi wzięliśmy właśnie cieczkę. Poza tym problemem bawiła się chętnie, była kontaktowa, jedynie wymiotowała żółcią, ale to się psom zdarza i nie musi świadczyć o żadnych poważnych problemach - byliśmy więc spokojni.

3 dni później, od rana suczka była osowiała, miała biegunkę i wymiotowała wodą. Pech chciał, że była to niedziela i żaden z okolicznych lekarzy leczących nasze psy, nie mógł nas przyjąć. Po telefonicznej konsultacji z lekarzem weterynarii z innego miasta, postanowiliśmy poczekać do wieczora (była nadzieja, że wtedy będzie już dostępny, by nas przyjąć), ale wieczorem pojawiła się biegunka z samej krwi, temperatura ciała wynosiła 41,9 stopnia, pies miał blade dziąsła i był coraz bardziej bezwładny…

Biegunka Parwowiroza

(pierwsza, krwista biegunka, która zmroziła nam krew w żyłach)


Nasza historia...

W poniższym artykule poznasz historię suni, która otarła się o śmierć, dowiesz się jak udało nam się zwalczyć parwowirozę, jaki był przebieg choroby i jakie kroki podjęliśmy, by pozbyć się jej z naszego środowiska.

Parwowiroza – choroba zakaźna, atakująca psy, głównie młode i nieszczepione. Charakteryzuje się silną, wyniszczającą biegunką, zwykle z domieszką krwi, wymiotami, bolesnością powłok brzusznych, gorączką i objawami ogólnymi o różnym stopniu nasilenia. Niszczy kosmki jelitowe, w układzie pokarmowym ozdrowieńców pozostawia po sobie zgliszcza.

Obecnie coraz częściej dotyka psy dorosłe, które były szczepione. Jak niebezpieczna jest to choroba, przekonaliśmy się na własnej skórze, z udziałem naszej rocznej suczki. Jakby tego było mało, w tym samym budynku, w którym mieszkamy z ową sunią, prowadzimy hodowlę i… hotel dla psów.

Wróćmy najpierw do początku, czyli jak to się zaczęło? Skąd choroba do nas trafiła – nie wiadomo, natomiast, zbiegło się to z czasem gdy ww. suczka miała mieć cieczkę. Pierwszym symptomem była apatia oraz niechęć do jedzenia – co wydało się nam rzeczą normalną, biorąc pod uwagę, że byliśmy pewni cieczki. Po 3 dniach stan suczki drastycznie się pogorszył. Gdy Michał wszedł do pokoju, gdzie psina odpoczywała, jedyne na co był w stanie się zebrać to, głośne i mrożące krew w żyłach “JA PIERDOLĘ!!!!!”. W tej krótkiej reakcji było tyle emocji, że odbiorcę zwalała z nóg… Suczka leżała pod biurkiem, smród był gorszy niż w rzeźni, a na podłodze była potężna kałuża krwi… Pierwsza myśl, to, że Rossi nie żyje. To był straszny widok. Żyła jednak i bardzo, bardzo potrzebowała natychmiastowej pomocy. Jak to zwykle bywa, problem musiał pojawić się w weekend. Obdzwoniliśmy wszystkich lekarzy, z którymi współpracujemy w okolicy i którzy mogliby pomóc. Niestety ponieśliśmy klęskę. Nie miał kto nas przyjąć ani w naszym, ani w sąsiednim, większym mieście. Szczęśliwie jeden z naszych lekarzy oddalonych 70 km od nas odebrał telefon i również nie mogąc nas przyjąć, zrobił co mógł, by udzielić pomocy telefonicznie. Na szczęście okazało się, że jest co prawda tragicznie, ale wciąż jeszcze mamy co ratować. Asia została z psami i pilnowała małej, a Michał z Panią doktor na linii ruszył do apteki dokonać zakupu zaleconych środków.

Biegunka po parwowirozie

(Rossi, następnego dnia rano, przed wyjazdem do lekarza)


Parwowiroza zestaw ratunkowy

Parwowiroza zestaw ratunkowy


Parwowiroza zestaw ratunkowy

(kroplówki i leki na noc przed wyjazdem do lecznicy dnia następnego)


Cała noc upłynęła na podawaniu kroplówek i leków oraz pilnowaniu czy stan suczki się nie pogarsza. Niestety rano pojawiła się kolejna biegunka składająca się z samej krwi i musieliśmy “na sygnale” ruszyć do lekarza.Tam bardzo szybko potwierdzona została parwowiroza. Rossi została w szpitalu przy lecznicy, gdzie zaczęła dochodzić do siebie, otrzymywała surowicę produkowaną na miejscu, kroplówki, leki i była poddawana kontrolnym badaniom krwi. Pies chory na parwowirozę nie może jeść więc Rossi żywiona tylko kroplówkami i ciągle zmagająca się z biegunką nikła w oczach. Z lecznicą byliśmy w stałym kontakcie i dostawaliśmy informacje, że jej stan raczej się poprawiał, nie mogliśmy się jednak z nią widywać dla bezpieczeństwa innych psiaków. Po kilku dniach nasz świat zatrząsł się w posadach... Asia zadzwoniła do lecznicy przedstawiając się i pytając „jak tam mała”, na co usłyszała smutny głos lekarki mówiący, że nie bardzo jest nadzieja… Płacz, panika, roztrzęsione ręce, nogi, wszystko… Niedowierzanie. Przecież szło dobrze, a sunia była przed chorobą zadbana, odżywiona i silna. Jak może przegrać?!

Nie zamierzaliśmy się poddać. Nie trzeba było żadnych słów, byśmy wiedzieli, że każde z nas chce walczyć o naszą małą, słodką Rossi do samego końca. Nie ważne były rosnące w zastraszającym tempie koszty. Wszystko zeszło na dalszy plan. Najważniejsza była ona. Szybko podjęliśmy decyzję o jej przeniesieniu do innej lecznicy… Uznaliśmy, że skoro lekarze stracili nadzieję, musimy przekazać ją w ręce innych, którzy jeszcze tę nadzieję na jej uratowanie będą mieli. Błyskawicznie załatwione przejęcie leczenia przez inną zaufaną lecznicę i czas odebrać Rossinkę z poprzedniego miejsca. Godzina szalonej drogi do lecznicy i oczekiwanie w poczekalni było koszmarem. Znowu trzęsące się ręce, nerwowe chodzenie w kółko, przestępowanie z nogi na nogę, niepewność w jakim stanie będzie psina - czy zdążymy? Czy dojedzie żywa do drugiej lecznicy? O dziwo, Rossi wyszła o własnych siłach... Straszliwie wychudzona, zmarnowana, posklejana i słaba, ale o własnych siłach, niemrawo machając ogonem na widok opiekunki. Na odchodnym, zszokowana Asia usłyszała, pytanie, czy ma świadomość, że tam ją tylko doleczą… Nie mogła zrozumieć co się wydarzyło… Całą drogę analizowała zaistniałą sytuację… Obraz Rossi, która właśnie siedziała w samochodzie, diametralnie różnił się od wyobrażenia, jakie powstało w naszych głowach po tamtej feralnej rozmowie telefonicznej. Dopiero po jakimś czasie olśniło nas, a po rozmowach z lekarzami potwierdziło się, że z tym samym problemem, w tym samym miejscu i czasie, była maleńka Chihuahua, która ostatecznie niestety nie dała rady pokonać choroby. Niefortunny dobór słów (dla nas nasza Rossinka była biedną malutką, zaś w lecznicy prawdziwie malutka była Chihuahua…) spowodował mnóstwo nerwów, łez i podjęcie radykalnych kroków - tym razem niepotrzebnych.

Leczenie parwowirozy - lecznica

(Rossi pod kroplówką, dogrzewana kocykiem)


Co było dalej?

Dalsze leczenie było prowadzone już jednak przez innych lekarzy, gdzie wdrożony został interferon oraz zalecono mnóstwo kolejnych kroplówek, które suczka dostawała przez miesiąc czasu. Przy ostatnich miała już tak obolałą skórę, że po raz pierwszy w życiu zaczęła wykazywać zachowania agresywne względem nas, byle tylko nie wbijać jej już igieł… Wraz z zakończeniem leczenia i normowaniem się pracy jelit, zasięgnęliśmy porady od znanej dietetyk zwierzęcej, która pomogła nam bardzo, a dzięki Niej udało się wprowadzić Rossi odpowiednią karmę i tabletki, które znacznie poprawiły jakość wydalanego kału i po kolejnym miesiącu mogliśmy powiedzieć, że sytuacja jest bardzo bliska normy.. Suczka pokonała chorobę, chociaż wagowo (podczas choroby straciła ponad 20% wagi) doszła do siebie dopiero po kilku kolejnych miesiącach.

Parwowiroza zestaw leków

(zestaw leków… który niewiele się zmieniał przez cały okres leczenia)


Jak choroba Rossøya wpłynęła na naszą hodowle i hotel?

Jesteśmy hodowcami i prowadzimy hotel dla psów. Jaki wpływ choroba miała na ich funkcjonowanie? Przeżyliśmy wtedy swój osobisty “Coronavirus”... Tak, już wtedy byliśmy zamrożeni. Zaprzestaliśmy prowadzenia szkoleń dla klientów i ich psów, do hotelu nie były przyjmowane żadne nowe psy, a te, które były już w trakcie pobytu, gdy koszmar się rozpoczął, były wydawane z ostrzeżeniami, instrukcjami i zaleceniami obserwacji oraz informowania nas, a także lekarza prowadzącego o jakichkolwiek niepokojących symptomach. Rossi po wyjściu ze szpitaliku, zamieszkała z Asią na pozostały czas leczenia (2 tygodnie!) w Krakowie, w mieszkaniu bez psów, aby ich nie zarażać (za to z kotem!), skąd codziennie chodziły na wizyty do lekarza.

Parwowiroza izolacja od psów

(Rossi pod kroplówką w Krakowie w mieszkaniu, leczenie wspomagane kocioterapią)


Byle rzadsza kupka, czy biegunka, albo wymioty u któregokolwiek z naszych podopiecznych, powodowały natychmiastowe wizyty w lecznicy i wykonywanie testów na parwowirozę. Byliśmy czujni jak na wojnie. Ileż to było nerwów i strachu… Ale udało się, ŻADEN pies nie zachorował! Solidna dezynfekcja: Virkon w ciągłym użyciu, cały ogród dezynfekowany preparatem Agrisan (wszystko zostało skrupulatnie zasypane, ogród wyglądał jak przypruszony śniegiem, balkony również), ozonowanie ozonatorem przemysłowym całego budynku prawie półtorej doby, podawanie preparatów podnoszących odporność psom słabszym i/lub starszym oraz wyłączenie wszystkich oferowanych przez nas usług, poza hotelowaniem psów bezdomnych, które były w trakcie swoich pobytów jeszcze zanim zaczęła się choroba, pozwoliło uchronić zarówno nasze psy, jak i psy klientów, przed tą straszną chorobą. Wzięliśmy odpowiedzialność za ich zdrowie i zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy. Nagrodą za uczciwość wobec klientów i poświęcenie był sukces w tej ciężkiej walce. W hodowli na szczęście nie było w tym okresie szczeniąt - kamień z serca, bo one byłyby szczególnie zagrożone. Zanim pół roku później pojawił się miot - wszystko było już kilkakrotnie dokładnie zdezynfekowane. Pewna obawa wciąż w nas pozostała - co zaowocowało jeszcze większą niż zwykle ostrożnością i higieną przy wchodzeniu do szczeniąt oraz ogromnym wyczuleniem na wszelkie niepokojące sygnały, ale i tym razem odnieśliśmy sukces. Poza epizodem bólu brzuszka u jednego malucha, przez cały odchów miotu, nie dopadła nas żadna choroba. Szczenięta wyrosły na zdrowe i silne psy.

Parwowiroza ozonowanie w masce gazowej

Dezynfekcja ozonatorem po parwowirozie

(z ozonowaniem nie ma żartów, kolega w masce gazowej, by nie zatruć się ozonem)

Dezynfekcja sandezją po parwowirozie

(ogród potraktowany suchą dezynfekcją)


Podsumowanie

Dlatego też, nie dajcie sobie wmawiać, że parwowiroza to coś, czego nie da się pokonać , a miejsca, w których wystąpiła, są nieodwracalnie skażone i skazane na zamknięcie na lata. Wirus ten jest niemalże niezniszczalny (co wytrzyma 2h w domestosie? Parwo!), ale istnieją środki i sposoby na to, by go skutecznie unicestwić w dość krótkim czasie. Wymaga to wiele ostrożności i skrupulatności ale DA SIĘ! I jesteśmy tego najlepszym przykładem.

Kąpiel po parwowirozie

(po chorobie, przed przyjazdem do domu, Rossi została porządnie wykąpana)

weterynariaparwowirozadezynfekcja
Aby wyświetlić komentarze potrzebujemy użyć ciasteczek
Aby strona działała poprawnie, wykorzystujemy pliki cookies. Umożliwia nam to korzystanie z narzędzi marketingowych i analitycznych. Kliknij “akceptuję”, jeżeli zgadzasz się z naszą polityką cookies .