Praca marzeń – technik weterynarii

Wszystko zaczęło się od idei. Od chęci niesienia pomocy zwierzętom, pracy z nimi. Cała miłość do zwierząt zaczęła się w gimnazjum, wtedy myślałem o tym, by pójść na studia weterynaryjne i stanąłem przed wyborem szkoły średniej. Zdecydowałem się na technikum weterynaryjne, stwierdziłem, że nauczę się zawodu, będę też lepiej przygotowany do studiowania… …studiowania, którego w końcu nie było. A czemu? Dotrwaj do końca…

Dlaczego warto być technikiem weterynarii?

Po pierwsze – zarobki

Zarobki są świetne, za dwunastogodzinny dyżur masz szansę na 160zł na umowę zlecenie. Za to możesz całkiem nieźle prosperować w okolicach Warszawy, gdzie mieszkam i pracuję. Rekordowo za pełny etat udało mi się uzbierać 3000zł na rękę… Ale nie była to lekka praca. Jak na to jak dobre wyniki miałem (egzaminy zawodowe na 98%), do tego mnóstwo szkoleń dających dodatkowe uprawnienia i wiedzę – myślę, że to niezłe kokosy. To nic, że po krótkim przeszkoleniu mógłbym zarabiać więcej – w końcu najbardziej liczy się praca dla idei. Teraz pracuje też jako nauczyciel – za 6 godzin w tygodniu dostaję tyle co za pełny etat jako technik.

Jakby ktoś mi powiedział, że chce pracować jako technik weterynarii – powiedziałbym mu, że go popierdoliło.
Jak rozmawiałem w Szwecji – usłyszałem jakie mają zarobki – zrobiło mi się wstyd – ja mam 16zł za godzinę – koleżanka w “Żabce" ma 20zł na godzinę…

Po drugie – nauka

W sumie prosta sprawa. Uczysz się budowy anatomicznej różnych zwierząt, po polsku i po łacinie, musisz je znać, a obudzony w nocy o północy umieć to rozrysować. Uczysz się w jaki sposób przeprowadzać badanie kliniczne, pobierać krew i wiele, wiele innych. Jak chcesz być dobry – doszkalasz się. A to czy później ta wiedza będzie użyteczna to już zupełnie inna sprawa… Żeby kupę sprzątnąć, co jest jednym z głównych obowiązków technika weterynarii, to nie trzeba się tyle uczyć. Nawet osoby pracujące w hotelu dla psów, zarabiają tyle samo, a ich obowiązki i wiedza nie muszą być na tak wysokim poziomie.

Po trzecie – atmosfera pracy

Twoja wiedza jest naprawdę szanowana – tłumaczysz klientowi kota długowłosego, że przydałaby się mu pasta odkłaczająca – przychodzi lekarz i mówi „a ta pasta, jak się nic nie dzieje, to po co?", podważając Twoje kompetencje i wiedzę… Pstryk i jesteś nikim. Klienci wyżywają się na Tobie - jest różnica złotówki w cenie wizyty między dziś, a wczoraj – opierdol od klienta. Jak wygląda dzień, gdy siedzisz na rejestracji? Dzwoni telefon, ktoś chce umówić wizytę do lekarza, w międzyczasie dzwoni drugi telefon, że 10 minut temu proszono mailowo o wysłanie wyników krwi i dalej ich nie otrzymano, w tym czasie klient w recepcji chce awanturować się o cenę wizyty – to nie ważne, że dziś było o jedną tabletkę leku więcej niż wczoraj. Rozliczasz kolejnego klienta, a w recepcji już ktoś przebiera butami i pyta „a do tego lekarza to dłuuuga kolejka jeszcze?! Już 20 minut czekam!" i na nic tłumaczenie, że to zależy od tego jakiego ma teraz pacjenta i trzeba uzbroić się w cierpliwość. W tym czasie już na mailu znowu jest ponaglenie o wyniki krwi…

Ciągle dostajesz za kogoś po dupie. Przykład? Państwo mieli berneńczyka, chcieli go poddać kremacji indywidualnej, chcieli umieścić go w chłodni, by do poniedziałku w niej poczekał na odbiór przez firmę, która to wykona. Zgodziłem się, pies został zabrany, firma przyjechała zgodnie z umową, schodzimy do chłodni… a tego psa tam nie było – jakaś kur… nie podpisała i pies poszedł do zbiorowej kremacji. A co zrobiliśmy? Daliśmy dwa małe w czarnym worku. Powiedzieliśmy, że ciało zaczęło się rozkładać, bo bardzo śmierdzi i żeby nie otwierali bo sobie nie poradzą… Nie powiem jak wielki to był stres i nadstawianie dupy za kogoś. To jest chuj nie robota…

Po czwarte – ogromna odpowiedzialność

To jest niesamowite. “Ty możesz wszystko" – lekarz obetnie pazurki, Ty je posprzątasz, lekarz pobierze krew – Ty potrzymasz probówki, lekarz powie: “Podaj szczepionkę" – wykonasz to, podczas operacji lekarz powie: „Potrzymaj nóżkę" – potrzymasz. Podejmiesz autonomiczne decyzje o tym, by posprzątać. Gdy przyjdzie poinformować o tym, że zwierzak nie przeżył – pójdziesz i to zrobisz, przyjmiesz na klatę złość i rozpacz właścicieli. Jesteś na zapleczu i słyszysz: „Przemek, się coś zesrało, zeszczało – sprzątnij", „Igły się skończyły"… A potem dociera do mnie, że ja jestem… nauczycielem, mam autorytet, a tu jedyne co robię to gówna sprzątam. Jak na bycie tak ambitną osobą, dawkowanie leków znam na pamięć, jak usłyszę nazwę leku i wagę pacjenta to po prostu podaję lekarzowi gotową strzykawkę, szkoliłem się z anestezjologii – tylko co z tego? Do pracy technika, w Polsce, można równie dobrze zatrudnić sprzątaczkę, bo podawania iniekcji podskórnej czy domięśniowej to nawet małpy w zoo można nauczyć. Nawet na ceny i sprzedaż nie masz wpływu – chcesz sprzedać ubranko pooperacyjne kotu, który był operowany gdzie indziej, zgodzisz się, a lekarz przy kliencie przyjdzie i Cię opierdoli za to, że sprzedajesz…

Po piąte – przepisy

W Polsce technik nie może nic. Wszystko co robi, musi być zlecone przez lekarza i wykonane pod jego okiem, a wszelkie szycia czy zabiegi, zwykłe badania kliniczne, które może robić np. pielęgniarka ludziom – są dla nas zakazane. Technik ma prawo do udzielenia pierwszej pomocy ale… nie chirurgicznej. Póki nie zmienią tego, póki nie będzie czegoś takiego jak np. starszy technik – to jest bez sensu. Taka osoba powinna mieć większe uprawnienia. Ja robiłem niektóre zabiegi, ale potem słyszałem: „Tylko nie chwal się nikomu, bo będą problemy". Możesz nagiąć przepisy, niech będzie zawsze wszystko ok, ale jeden dostanie wstrząsu… i masz przesrane do końca życia. Ty nawet nie możesz psa zaszczepić.

Po szóste – ciężkie przypadki

Masz wiele do powiedzenia. Zwykle skończy się to awanturą – lekarz też człowiek, ale jak widzisz, że popełnia błąd to pamiętaj: „Jesteś tylko technikiem" i nie masz nic do powiedzenia. Widziałem już mikstury śmietnikowe, które podawane były jak popadnie i musiałem odmówić podania – mówiłem, że się tego nie podejmę – efekty tego były wiadome.

Po siódme – technik przed szereg nie wychodzi

Nauczyłem się już, że technik przed szereg nie wychodzi. Nie dyskutujesz z lekarzem, bo on sobie tego nie życzy, jest to bardzo źle widziane. Jestem szarą eminencją, która nic nie robi, ma tylko sprzątać – przynajmniej w Polsce. Chciałbym być niezależny, mieć większy wpływ, a w Polsce to jest tylko „łacha". Mógłbym np. obciąć pazurki, czy wyczyścić gruczoły ale tego nie zrobię – lekarz ma procent od każdej wizyty, więc nie zostawi tego mi.

Po ósme – pozytywy

Jedyny plus to taki, że mogę kupować leki w cenie netto… O ile lekarz pozwoli, bo nawet są lecznice, gdzie szefostwo nawet nie pozwoli zamówić leków dla siebie swoim lekarzom… Nie masz okazji wypić ciepłej herbaty, więc się nie oparzysz, nie masz przerwy obiadowej, bo ciągle jest coś do roboty, nie będziesz mieć zdrowego żołądka, bo ta kanapka przy rentgenie to nie jest najlepszy pomysł…. Jestem w stanie odczytywać nastrój emocjonalny po wyrazie fekaliów u psów. Żeby znaleźć chociaż jeden plusik, taki na serio znaleźć – nie dam rady. Nie ma.

Po dziewiąte – tyle narzekania, to czemu nie być lekarzem?

Zobaczyłem jak to wygląda od kuchni. Nie mam półtora miliona na to, by otworzyć własną lecznicę. Jak zobaczyłem ile, i na jakich warunkach zarabiają lekarze weterynarii, jakie mają warunki pracy i to, że są na jednym z najwyższych miejsc w klasyfikacji zawodów z największą liczbą samobójców… Stwierdziłem, że to nie dla mnie – byłoby to z deszczu pod rynnę. Z tego nie ma ani pieniędzy ani nie mam do tego psychiki. Był okres, gdy chciałem pracować dla idei, potem zrozumiałem, że muszę za coś żyć… wpadł dół i zrozumiałem, że idąc na studia bym się po prostu… wjebał na minę.

Co jest dołujące? Nie znam nikogo, kto byłby w stanie pracować w tym zawodzie dłużej niż 10-15 lat. Już po technikum, oprócz mnie, może 2 osoby poszły do pracy w lecznicy. Są takie osoby na uczelniach, ale to jeszcze z czasów gdy technik mógł jeszcze leczyć i do emerytury im brakuje roku, zostały, bo tak im wygodniej. Nie znam nikogo, kto byłby czterdziestoletnim technikiem. Ta praca to jest idea dla idei, a potem zderzenie i szmacisko mokre w twarz Ci ktoś rzuca, a Ty mówisz: „Ok, nie w tę stronę". To jest bardzo niewdzięczny zawód i zadajesz sobie pytanie: „Czy Ty chcesz do końca życia przekładać tę jebanę liguminę za 16 złotych na godzinę…?" O czymś świadczy to, że dziewczyna z renomowanej lecznicy, super technik, też zrobiła sobie studium fizjoterapii zwierząt i odeszła – poszła w tym kierunku. To jest też dla mnie wskaźnik, jak to wygląda – technik z takim doświadczeniem uciekł z zawodu i ma swoich pacjentów po zabiegach. Oprócz zarobków, chciałbym, by technicy mieli większe kompetencje. Póki co – jakbym mógł cofnąć czas – poszedłbym na ratownictwo medyczne, tam przynajmniej mam, mimo tych samych zarobków, większe możliwości podejmowania decyzji, rozwijania się, a nie stania w miejscu, podejmowania decyzji czy kupę wywalę do czerwonego, czy zielonego kosza.

Mam nadzieję, że Was skutecznie zachęciłem do wykonywania tego zawodu!

Aby wyświetlić komentarze potrzebujemy użyć ciasteczek
Aby strona działała poprawnie, wykorzystujemy pliki cookies. Umożliwia nam to korzystanie z narzędzi marketingowych i analitycznych. Kliknij “akceptuję”, jeżeli zgadzasz się z naszą polityką cookies .